Wyobrażenia aniołów jako dzieci „Któż jak Bóg” – nowy numer 1/2015

Pewnego razu, zastanawiając się nad tematem kolejnego artykułu dla KJB, spytałem o radę moją pięcioletnią córkę Zosię. „Tatusiu, a może byś napisał o aniołkach? To znaczy – czy wśród aniołów istnieją aniołki?” – zaproponowała Zosia. Dlatego tym razem (zgodnie z sugestią mojej córki) chciałbym podjąć kwestię dziecięcych wyobrażeń aniołów, które szczególnie często można spotkać w okresie Bożonarodzeniowym na kartkach świątecznych i wśród ozdób choinkowych. Czy godzi się, abyśmy tak przedstawiali wojowników Pana Boga?

 Cherubinki czyli putta

Dziecięce postacie aniołów mocno wpisały się w historię sztuki sakralnej. Na wielu obrazach aniołowie mają na przykład postać pulchnych nagich chłopczyków ze skrzydełkami. Motyw ten pojawił się w okresie renesansu i baroku. Najbardziej chyba znane dwa aniołki znajdziemy na dole genialnego renesansowego obrazu Rafaela „Madonna sykstyńska”. U góry jest postać Maryi z dzieciątkiem, a na dole widzimy dwóch urwisów podpartych łokciami i spoglądających ku górze. Później tych dwóch malców zrobiło prawdziwą karierę. Pojawiali się na rysunkach, w komiksach i w reklamie, stając się ikonami popkultury podobnie jak słynne stworzenie człowieka z Kaplicy Sykstyńskiej. Warto wspomnieć też obraz Petera Paula Rubensa „Dziecię Jezus z rówieśnikami” (1615-20, dziś w Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu), na którym aniołowie wydają się pozostawać w wieku dziecięcym, wiecznie młode, zarażające dziecinnością i wesołością. Zazwyczaj dziecięce wyobrażenia aniołów łączą się z elementem radości, stąd tak często są obecne w tematach bożonarodzeniowych. Nie zawsze jednak. Dzieło Egida Quirin Asam w katedrze we Freising ukazuje niezwykły krucyfiks. Przy każdej z pięciu ran Zbawiciela artysta umieścił rzeźbę małego dziecięcego aniołka opłakującego śmierć Jezusa. Postacie aniołków powszechnie umieszczano również w dekoracjach kościelnych, gdyż taka była moda. Oczywiście trudno nie dostrzec tu nawiązań do antycznych przestawień Erosa (Amora, Kupidyna), a więc aniołki byłyby w pewnym sensie ochrzczonymi antycznymi amorette. Czasem aniołki przedstawiano tylko jako głowę ze skrzydłami, nie posiadającą ciała. W pewnym momencie aniołki zaczęto nazywać także cherubinami, co jest wyjątkowo niefortunnym określeniem, bo cherubini (cheruby) w Starym Testamencie to potężne, przerażające istoty, postawione na straży przy bramie ogrodu Eden razem z wirującym ognistym mieczem. Podtrzymywali tron Boży, unosili rydwan Jahwe czy sprawowali straż nad sferą sacrum. W historii sztuki na określenie tych aniołków, błędnie nazywanych cherubinami, funkcjonuje jeszcze nazwa „putta”. Określenie to wywodzi się z dialektu toskańskiego (gdzie oznacza małego chłopca).

Nie ma aniołów-dzieci!

Oczywiście trudno w tych wyobrażeniach doszukać się jakichś biblijnych odniesień. Aniołowie nigdy nie byli dziećmi – zostali stworzeni przez Boga dokładnie takimi, jakimi są, dojrzałymi istotami. Pismo mówi o nich: „Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?” (Hbr 1, 14). Nie są to delikatne kupidynki uśmiechające się do nas zza chmurki. Nieraz okazywały swą potężną moc. Zdolne są zniszczyć świat (2 Sam 24, 16-17, Ap 7, 2), potrafiły jednej nocy zamordować 70 tysięcy Izraelitów (1 Krn 21, 14), jednym machnięciem skrzydeł zmiotły 185-tysięczną asyryjską armię (2 Krl 19, 35 i 1Mch 7, 41 i Iz 37, 36). W Biblii czytamy, że są zdolne zatrzymać wiatr, spowodować wybuch wulkanu, błyskawice, trzęsienie ziemi, zarazę (np. Dn 3, 49).

Kiedy jednak wędrujemy po naszych cmentarzach, mocno ściska nam serce widok grobów małych dzieci. Na nagrobkach można często spotkać napisy typu: „Powiększył grono aniołków” czy „Spoczywaj w pokoju, kochany aniołku”. Oczywiście w świetle nauki Kościoła nie jest możliwe, aby człowiek stał się aniołem, dlatego należy to traktować jako metaforę i symbol. Aniołowie to byty czysto duchowe, różniące się od człowieka swoją naturą i powołaniem. Są to, oczywiście, byty stworzone przez Boga, a więc nie są wieczne i mają swój początek, tak jak my, ludzie, mamy swój początek w historii stworzenia. Stwierdzenie, że zmarłe dziecko jest „w gronie aniołów” wyraża naszą wiarę, że przez swoją niewinność zostało ono zbawione i przebywa w Niebie razem ze świętymi i razem z aniołami. Jest ono już w Kościele zbawionych. Mamy prawo po otarciu łez w związku ze śmiercią małego dziecka mieć olbrzymią nadzieję, że raduje się ono między aniołami i świętymi w niebie, ale nie jest aniołkiem, tylko człowiekiem, który osiągnął zbawienie. Nie ma także odmiennego, dodatkowego gatunku aniołów dziecięcych, jak to czasem jest przedstawiane w różnych utworach literackich (np. „Księdze Raju” Icyka Mengera, powieści „Sarna” Juliana Stryjkowskiego, czy w anielskich opowiadaniach dla dzieci ks. Mieczysława Malińskiego). Trzeba jednak przyznać, że literackie postacie aniołków (na przykład jako jeszcze niepełnych aniołów) są bardzo interesujące. Niedawno miałem okazję przeczytać powieść Małgorzaty Nawrockiej pt. „Twierdza aniołów” (Wyd. Edycja św. Pawła, Częstochowa 2014), gdzie bohaterami są trzej kandydaci na aniołów, kończący właśnie sześćdziesiątą pierwszą klasę Anielskiej Akademii, której grono pedagogiczne stanowią sławni Święci. Od nich aniołkowie uczą się dolatywania na czas, wiedzy o metodach kuszenia oraz… psychologii kobiety. Książka jest pełna humoru (przypomina nieco w stylu słynne „Przygody Mikołajka”) z tym, że przygody anielskich adeptów mają także walor edukacyjny, a liczne odniesienia można zaaplikować do codziennego życia.

Jeśli nie staniecie się jak dzieci…

Biblia nie zna wyobrażeń aniołów jako dzieci, ale inspiracją do skojarzenia aniołów z dziećmi mogły być słowa Jezusa: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 18, 3). W powieści J. Gaarder aniołowie cieszą się całym dziełem stworzenia niczym dzieci. Anioł Ariel tak zwierza się chorej dziewczynce Cecylii: „Kiedy mam ochotę pobyć trochę sam – na przykład 50 lub 100 lat – siadam wtedy na jakiejś niedużej asteroidzie. Bo chociaż w niebie jest wiele aniołów, to asteroid jest jeszcze więcej (…). Czasem gram w klasy przeskakując z asteroidy na asteroidę. Świetna zabawa! (…) Najzabawniejsze pod słońcem jest podróżowanie na komecie” (J. Gaarder, W zwierciadle, niejasno, tł. Iwona Zimnicka, Warszawa 2004, s. 143). Wszechświat jawi się tu jako gigantyczny plac zabaw, anielskie wesołe miasteczko. Aniołowie mogą się bawić, beztrosko przeskakując z planety na planetę, bo jaki byłby sens istnienia ogromnego wszechświata z miliardami gwiazd, asteroid i planet bez aniołów. Rzekomo rozrywką aniołów są przejażdżki ciałami niebieskimi oraz przyglądanie się przedstawieniom w teatrze ziemskim. Raczej jednak nie o to chodziło Jezusowi, gdy mówił, że mieszkańcy Królestwa Niebieskiego powinni być jak dzieci. O co Mu więc chodziło? Możemy założyć, że aniołowie nie rozwodzą się o Bogu w długich, przeintelektualizowanych, sofistycznych dysputach. Poszukują i miłują Boga sercem. A zatem aniołowie (choć są potężnymi bytami i wielkimi wojownikami) przypominają w pewnym sensie dzieci swą ufnością. Aniołowie ukazywani jako dzieci w dziełach sztuki są więc po prostu symbolem (i tylko symbolem) niewinności i bezgrzeszności. Te cechy charakteryzują małe dzieci, czyniąc je przez to podobnymi do aniołów. Jak napisał Alfred Läpple, w osobie anioła przedstawionego pod postacią małego dziecka napotykamy nie misterium tremendum, lecz misterium fascinosum – życzliwego człowiekowi Boga dobroci, miłosierdzia i niebiańskiej, bezgranicznej miłości. (Alfred Läpple, Aniołowie, Wyd. M, Kraków, s. 148).

Aniołowie, którzy ukazywali się jako dzieci

Jak już wspominałem, Biblia nie zna aniołów ukazujących się pod postacią dzieci, ale przecież angelofanie nie zdarzały się wyłącznie w czasach biblijnych. Pozabiblijne spotkania z aniołami dostarczają nam zaś przykładów, że czasami te potężne niebiańskie duchy decydowały się na kostium dziecka, było to jednak oczywiście tylko przebranie, służące konkretnym celom. Św. Augustyn, który próbował zrozumieć tajemnicę Trójcy Świętej, przechodząc kiedyś brzegiem morza zauważył dziecko, które muszelką przelewało wodę do dołka na brzegu plaży. Augustyn patrząc na to, co robi dziecko, z pobłażliwym uśmiechem wyjaśnił mu, że nie jest możliwe, aby woda z morza została przelana do wykopanego przez nie dołka. Wówczas chłopiec rzekł do świętego: „Prędzej ja przeleję tę wodę z morza do dołka, niż ty zrozumiesz tajemnicę Trójcy Świętej”, po czym zniknął. Franciszek Forgione, znany powszechnie jako Ojciec Pio, otaczał szczególnym nabożeństwem swego anioła stróża. Darzył go głębokim uczuciem i ufnym oddaniem, nazywając go Towarzyszem dzieciństwa. Ojciec Eusebio pisał, że anioł stróż małego Franciszka przyjął wygląd innego dziecka i w takiej postaci stał się dla niego widzialny. W ten sposób Niebieski Przyjaciel rozweselał jego dzieciństwo i powodował jego tęsknotę za niebem. Niewykluczone, że dzieciom aniołowie mogą objawiać się w dziecięcej postaci. Byłoby to całkowicie logiczne.

Infantylizm wykorzystywany przez diabła?

Z drugiej strony zetknąłem się także z opinią, że wyobrażenia dziecięcych aniołów mogą być czasami wykorzystywane przez Diabła, aby… ośmieszać aniołów Boga i niszczyć ich autorytet, bo choć w takich wyobrażeniach jest coś niewątpliwie uroczego, może się zdarzyć, że przesłonią nam one fundamentalny aspekt anioła jako potężnej, duchowej istoty, która jest posłańcem Boga i naszym obrońcą. Podczas fałszywych objawień w Garabandal rzekomy św. Michał Archanioł ukazał się w postaci małego chłopczyka o przerażającej twarzy i skrzydełkach stojących oddzielnie jak gdyby po bokach. Ks. Józef Warszawski, który poddał wydarzenia w Garabandal rzeczowej teologicznej analizie i widział w nich mamienie złego ducha, uznał ten wizerunek rzekomego archanioła Michała za parodię, kpinę i próbę ośmieszenia Księcia Wojska Niebieskiego. Prawdopodobnie tak właśnie było. Ważny więc jest także kontekst, w jakim pojawia się wyobrażenie anioła jako dziecka.

Roman Zając

źródło: „Któż jak Bóg” – nowy numer 1/2015