„Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara.” Autor Barbara Gruszka-Zych

Tytuł: Takie pkilar_jpgiękne życie. Portret Wojciecha Kilara.
Autor: Barbara Gruszka-Zych.
Wydawca: Wydawnictwo Niecałe
Dane techniczne: format: 140 x 205, s.272, oprawa miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 33,00 zł.
Dostępna: Książka dostępna w dobrych księgarniach, Empiku

Informacja o książce:

Najbardziej osobisty portret słynnego kompozytora – dwa lata po jego śmierci.

Autorka jest dziennikarką, która przeprowadziła z Wojciechem Kilarem najwięcej wywiadów prasowych. Ich znajomość wybiegała jednak poza spotkania zawodowe. Znana i nagradzana poetka, autorka znakomitych reportaży, wielokrotnie odwiedzała dom Kilarów, także za życia żony kompozytora. Łączyła ich niezwykła więź, której efektem jest znajomość domu, inspiracji i najgłębszych motywów działalności autora, nie tylko dotyczącej muzyki filmowej. Całość książki skonstruowana jest niemal jak utwór muzyczny: napięcie rośnie przez cały czas, aż do finału. Szczególnie przejmująca jest opowieść o chorobie umieraniu pana Wojciecha – nieznane dotąd fakty z ostatnich chwil przed śmiercią to prawdziwa lekcja pokory wobec tajemnicy życia. Mocna, poruszająca literatura faktu.

Krzysztof Zanussi o książce:

„Kilar widziany z nieoczekiwanej perspektywy. Prywatny, bliski, a jednocześnie opisany przez pryzmat swojej duchowości. Aż dziw bierze, że tak odmienne perspektywy widzenia tego człowieka mogły się zawrzeć w jednym utworze. To wielka przysługa dla pamięci o Wojtku. Nikt niczego podobnego nie mógłby napisać”.

Fragment książki:

„Niedokończona symfonia

Kilar twierdził, że muzyka ma niezwykłą siłę oddziaływania na słuchaczy. Potrafi przenieść w mistyczne stany, ale także zwieść na manowce i popchnąć do zła. Po śmierci kompozytora wiele osób przyznało, że nawróciło się słuchając jego muzyki.

Kiedyś, przy okazji rozmowy o Bolero Ravela, którym pan Wojciech nieustannie się zachwycał, powiedział mi, że muzyka ma moc wręcz fizycznego oddziaływania na człowieka.

– Nieodparty jest wpływ Bolera, utworu, który uważam za jeden z najwspanialszych w historii. To nie książka, którą pani przeczyta, zamknie i odłoży, czy obraz, przed którym chwilę postoimy – mówił. – Ulisses Joyce’a leży, czekając, żeby go wziąć do ręki, obrazy Vermeera czekają na nasze spojrzenie, a muzyka atakuje. Posadzą panią na kilkanaście minut w sali koncertowej, żeby mogła pani wysłuchać Bolera i nie wypada wyjść obojętnym, kiedy coś niezwykłego zaczyna się w człowieku dziać. Snując rozważania estetyczne, zapomina się, że muzyka działa na nasz krwioobieg, nerwy, słuch. Podnosi ciśnienie, wzmaga rytm krwi, naciera na nas. Przypomina siły przyrody – lawinę, burzę. W związku z tym jej siła może być nawet złowroga. Bywa nieuczciwa, bo potrafi uwieść w myśl fałszywej idei.

Siła, która uwodzi i atakuje

Jak zwykle, po wypowiedzeniu tezy obrazował ją przykładem. Według niego, dowodem na ogromną moc muzyki, zdolnej nawet zwodzić na manowce, było wykorzystywanie propagandowych pieśni nazistowskich. Do historii przeszły uwodzicielskie wykonania intonowanego w uniesieniu przez młodych z Hitlerjugend: Tommorow belongs to me w filmie Cabaret Boba Fosse’a. Świetnie skomponowane utwory śpiewane przez chóry zapalały do pracy masy w epoce stalinowskiej. Jeszcze dziś pokolenie lat czterdziestych potrafi zanucić pieśni ówczesnych junaków.

– Muzyka plemion pierwotnych ma działanie wręcz magiczne, bywało, że nawet ubezwłasnowolniała słuchaczy – przytaknęłam. Pomyślałam o mocy muzyki pana Wojciecha, często budowanej na wielokrotnym powtarzaniu fraz, które jak w Bolero”