Pogańskie światło Gallaghera

 Liam Gallagher, ekswokalista zespołu Oasis, to piosenkarz znany nie tylko na Wyspach Brytyjskich. Także w Polsce jest postacią dobrze rozpoznawalną. 10 czerwca 2013 roku jego nowa formacja Beady Eye wydała swój drugi album – „BE”, będący dowodem nie tylko ewolucji brzmieniowej grupy, lecz także złośliwego antykatolicyzmu lidera kapeli.

 Wprowadzenie w rytuał

 Teledysk do utworu „Shine A Light” to jakby ciąg dalszy uderzenia w katolików zaprezentowanego przez Davida Bowie w klipie „The Next Day”. Sam tekst piosenki nie pobudza do dyskusji. Porusza temat światła jako symbolu drogi, nadziei, zwieńczenia lub apokalipsy. Oczywiście warstwa poetycka utworu nie zawsze musi być zrozumiała czy jednoznaczna, dlatego kluczem do pełnej interpretacji – zwłaszcza we współczesnych czasach cywilizacji obrazkowej – jest sugestywność klipu. W teledysku „Shine A Light” Gallagher wciela się w antypatycznego katolickiego księdza biorącego udział w obżarstwie i pijaństwie. Zebranemu gronu osób towarzyszy zadziwiająco skromna zakonnica, która wydaje się zażenowana swoją obecnością przy stole. Kolejne sekwencje ukazują jednak, że być może skrywa ona pewien sekret – tak chętnie rozwijany w antyklerykalnych opowieściach o domach zakonnych, których mieszkanki oddają się prastarym kultom bożków i rozpuście. Gallagher nie napisał jednak piosenki na potrzeby partii komunistycznej. Po co więc nakręcił taki teledysk? U podstaw może tkwić pragnienie, by obnażając rzekomą hipokryzję religii, wynieść na piedestał i postawić w centrum siebie – człowieka jako boga albo nawet Szatana. Efekt jest pretensjonalny.

Kłamliwe światło

Magiczna inicjacja młodych dziewczyn (zakonnic?) ciemną nocą tworzy pogańskie tło dla zachowań przy stole. Noc Walpurgii, noc Kupały, noc przesilenia… Czym jest więc wyśpiewywane przez Gallaghera światło? To światło świata znane z pogańskich wierzeń, związane z oddaniem cielesnym, które zresztą jest również odzwierciedlone w symbolice klipu, choć nagość modelek skupionych wokół ubranego na czarno wokalisty raczej przypomina skandalizujący utwór „Reich&Sexy” grupy Die Toten Hosen, niż uwidacznia najbardziej oczywisty podtekst teledysku – że to Liam Gallagher jest owym ogniem, od którego bije światło. Dodajmy od siebie: zimnym ogniem (You’re the Sun, you’re the light). To człowiek, który stawia siebie w miejsce Boga – jako dawca światła. Jednak taka uzurpacja prowadzi zawsze do przyjęcia innej roli: „niosącego światło” – Lucyfera.

Przewrotny kadr z rozmodloną siostrą zakonną nie pokazuje jej pobożności. Wręcz przeciwnie – jest to scena, gdy uświadamia ona sobie, że nocą stało się coś nieprzewidywalnego, czego nie może pojąć, ale czego nie żałuje. Ze złożonymi dłońmi, ukazuje się widzowi nie jako służebnica Chrystusowa, lecz jako kapłanka pogańskiej świątyni, z którą obcować mogą w ową „świętą” noc jedynie wybrańcy. Wszystko wymyślone i wyprodukowane w XXI wieku, na zimno i z premedytacją.

To nie przypadek

Wpisanie w scenariusz teledysku elementów czysto katolickich (ksiądz, zakonnica, klasztor) ma na Wyspach Brytyjskich, gdzie żywy jest resentyment antyrzymski, wyraźny kontekst polityczny. Irlandia Północna aż kipi od konfliktów na tle wyznaniowym, a Belfast płonie nie tylko podczas demonstracyjnych przemarszów protestantów przez katolickie dzielnice. Jak widać, w walce z katolicyzmem w ruch idą nie tylko butelki i kamienie, lecz także muzyka. Strach pomyśleć, co by było, gdyby Liam Gallagher był minstrelem na dworze Henryka VIII…

 Grzegorz Kasjaniuk

Artykuł ukazał się w numerze 20 (kwiecień 2014) Miesięcznika Egzorcysta.
www.miesiecznikegzorcysta.pl