Film, który wstrząsnął światem – Polecamy. „Bóg nie umarł”. Co czyni ten film wyjątkowym?

indeksFilmy ewangelizacyjne często kojarzą się z infantylizmem. Ich treść, nawet jeśli dotyka ważnych problemów, często odstrasza wielu widzów. Podane jak na tacy odpowiedzi i pełne schematów postawy nie są do końca tym, co przemawia do młodych ludzi. Całe szczęście, na ekranach kin pojawiają się również takie filmy, które skutecznie przełamują ten trend. Jednym z nich jest „Bóg nie umarł”. Co czyni ten film wyjątkowym?

„Bóg nie umarł” to film nakręcony w ciekawej konwencji. Składa się z kilku, z pozoru nie związanych z sobą historii, które niespodziewanie łączą się całość. Aktorzy, choć nie stanowią czołówki Hollywood, grają jak na dobrych aktorów przystało. Film, mimo skromnego budżetu, okazał się totalnym hitem na całym świecie, nie wyłączając nawet państw w których katolicy stanowią zdecydowaną mniejszość jak np. Japonia. Na szczególną uwagę zasługuje muzyka, która z pewnością spodoba się młodym widzom. Energetyczne utwory chrześcijańskiej grupy The Newsboys (która również zagrała w filmie) sprawiają, że widz – zwłaszcza pod koniec filmu – otrzyma sporą dawkę pozytywnej energii. Ale nie są to jedyne powody dla których „Bóg nie umarł” zasługuje na uwagę.

„Bóg nie umarł” to również film o wielu wątkach. Nie dotyka jednego problemu ale przenosi w przestrzeń jakiej każdy z nas doświadcza na co dzień. Trudne wybory, niedające się pogodzić kompromisy, skomplikowane wyzwania – to tylko niektóre z poruszanych w tym filmie problemów. Czy nie brzmią dziwnie znajomo? Akcja filmu rozpoczyna się, kiedy Josh, świeżo upieczony student, postanawia przyjąć wyzwanie profesora Radissona, zagorzałego ateisty. Wykładowca już na pierwszych zajęciach daje swoim studentom ultimatum: albo podpiszą ogłaszającą „śmierć Boga” deklarację i uwolnią się od obowiązku zaliczania wyjątkowo trudnej i wymagającej partii materiału, albo pożegnają się z dobrą oceną na koniec semestru. Chyba, że uda im się udowodnić, że Bóg rzeczywiście istnieje. Kiedy studenci bez namysłu spełniają wolę wykładowcy, Josh zaczyna rozumieć, że podpisanie deklaracji rzeczywiście uśmierci Boga – w jego własnym sumieniu. Postanawia podjąć wyzwanie. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że decyzja którą podejmuje odmieni życie jego i wielu innych osób. Przedstawiona w filmie rzeczywistość ukazana jest z dwóch perspektyw. Z jednej strony jawi się jako przestrzeń w której Bóg już dawno został uznany za relikt przeszłości. To punkt widzenia ateistów. Druga perspektywa przedstawia świat widziany oczami chrześcijan. Ich wiara zostanie jednak poddana próbie, a wybory jakich będą musieli dokonać nie zostawią miejsca na kompromisy. Każdy z bohaterów, niezależnie od tego czy jest ateistą czy wierzącym, stara się odnaleźć brakujący fragment układanki – to COŚ, co sprawi, że życie nabierze wreszcie barw. Dzięki temu film ma bardzo uniwersalny charakter i może dotrzeć do osób, które już dawno dały za wygraną, raz na zawsze uśmiercając Stwórcę.

„Bóg nie umarł” to także film o relacjach. Każda z przedstawionych w nim historii ma na celu rozszerzenie akademickiej dyskusji o szerszy wymiar. Wśród bohaterów znajdzie się zatem ambitna blogerka, studiujący razem z Joshem, syn chińskiego biznesmena, islamska dziewczyna, która ukrywa przed ojcem pewną tajemnicę, a także cierpiąca na demencję staruszka, której dzieci – w skrajnie odmienny sposób – przeżywają chorobę matki. Właśnie te, z pozoru nie mające z sobą nic wspólnego historie, staną się tłem dla stwierdzenia profesora Radissona: „Bóg umarł”. A jeśli umarł, wszystkie chwyty są dozwolone. Dyskusja tocząca się w filmie ma charakter otwarty. Zarówno Josh, jak i profesor Radisson prowadzą ją w oparciu o konkretne, ustalone wcześniej zasady: ostatnie dwadzieścia minut każdego z trzech pierwszych wykładów ma zostać poświęcone na, jak twierdzi prowadzący zajęcia, bezsensowną ale opartą na naukowych dowodach dyskusję, która ostatecznie położy kres archaicznym przekonaniom o istnieniu „dyktatora niebios” i da młodemu studentowi nauczkę. Film nie stawia więc ateistów pod ścianą. Co ciekawe, to właśnie surowa, pozbawiona duchowego pierwiastka rzeczywistość przedstawiona jest jako ta bardziej uprzywilejowana. Może właśnie dlatego, już od początku filmu, widz ma możliwość zetknąć się z trudnościami z jakimi musi mierzyć się każdego dnia chrześcijanin. Wiara w żywego Boga nie jest bowiem łatwa, a wybory jakie podejmują bohaterowie stają się coraz trudniejsze. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy tocząca się na uniwersytecie debata zaczyna powoli przeradzać się w coś więcej, niż akademicka dyskusja. Profesor, widząc zaangażowanie i determinację młodego studenta, zaczyna rozumieć, że sprawa wymyka się spod kontroli, a jego argumenty powoli przebijają skorupę, która w imię świętego spokoju, nakazała studentom podpisać deklarację. „Bóg nie umarł” porusza problem wiary na wielu, różnych płaszczyznach. Daje możliwość spojrzenia na chrześcijaństwo nie tylko z perspektywy studentów, ale również profesorów, biznesmenów, a nawet wyznawców innych religii (!), w których opowiedzenie się po stronie Boga wymaga czasem jeszcze większego radykalizmu, niż w chrześcijaństwie. Jednak, czy właśnie na tym Panu Bogu naprawdę zależy?

W działaniu Boga, podobnie jak w wierze nie ma miejsca na logikę. Spór świeżo upieczonego studenta ze znanym profesorem, trudne wybory bohaterów i jeszcze trudniejsze relacje między nimi – to wszystko bez wiary skazane byłoby na porażkę. Na szczęście, „Bóg nie umarł” pokazuje ostatecznie, że nawet takie zjawiska jak ateizm, egoizm oraz zło i cierpienie (!) mogą w końcu otworzyć drogę do poznania Boga. Wystarczy tylko drobny akt woli ze strony człowieka.

Resztą zajmie się Bóg. Bóg, który nie umarł.

źródło: http://www.deon.pl/po-godzinach/rozrywka–relaks/film/art,1164,film-ktory-wstrzasnal-swiatem.html