Polecamy Film „Czy naprawdę wierzysz?” Dzieło twórców porywającej ekranizacji „Bóg nie umarł”.

CzWieTytuł filmu: Czy naprawdę wierzysz?
Reżyser: Jonathan M. Gunn
Scenariusz: Chuck Konzelman, Cary Solomon („Bóg nie umarł”)

Produkcja: USA 2015
Dystrybutor: Kino Świat, Rafael Film
Gatunek: Dramat/Obyczajowy
Czas trwania: 119 minut
Premiera kinowa:

18 wrzesień

Czy naprawdę wierzysz? Prawdziwa wiara wymaga działania.


FilmCzy naprawdę wierzysz?” to opowieść o potężnym darze, który drzemie w człowieku i tylko czeka, by go użyć… Kolejne dzieło twórców porywającej ekranizacji „Bóg nie umarł”.

Matthew nie może się otrząsnąć z wrażenia, jakie wywarło na nim spotkanie z odważnym ulicznym kaznodzieją. Kiedy wreszcie zrozumiał, jak ma wyglądać jego życie, zaczynają się dziać prawdziwe cuda, o których wcześniej nie marzył. W trudnych sytuacjach wzywa mocy Bożej, a ta dotyka nie tylko jego, lecz także ludzi, którzy pojawiają się na jego drodze: bezdomnej dziewczyny w ciąży, zawsze racjonalnego doktora czy mężczyznę umierającego na szpitalnej izbie przyjęć. Wszystkie te historie są częścią planu, którego scenariusz mógł napisać tylko Bóg. Potęga wiary, siła nadziei, odwaga świadectwa. „Czy naprawdę wierzysz?” to więcej niż film. To pytanie, na które każdy musi sobie sam odpowiedzieć.

Twórcy o filmie:
„W naszym filmie przeplata się wiele historii. Każdy z bohaterów znajduje się na innym etapie życia, ale wszyscy potrzebują tego samego. Chodzi tu o siłę i znaczenie krzyża w dzisiejszym społeczeństwie. To potężny film. Mówi David A.R. White jeden z producentów filmu.

Chuck Konzelman, Cary Solomon, autorzy scenariusza: „Pracę zawsze rozpoczynamy od modlitwy. Wpuszczamy Boga do naszych serc i on mówi nam, czego chce. Chcemy opowiedzieć ludziom o tym, kim jest nasz Bóg. W tym filmie żaden z bohaterów nie dominuje, nikt nie zna wszystkich elementów układanki. Tak, jak w życiu, prawda?

Obsada: Mira Sorvino („Droga do przebaczenia”, „Lulu na moście”, „Dotyk miłości”, „Mordercze lato”), Sean Astin (trylogia „Władca pierścieni”, „Niezłomny”, „Klik: I robisz, co chcesz”), Alexa PenaVega („Sin City 2”, „Maczeta zabija”), Delroy Lindo („Malcolm X”, „Crooklyn”, „Feeling Minnesota”), Cybill Shepherd („Dziewczyna warta grzechu”, seriale: „Na wariackich papierach”, „Rozpalić Cleveland”), Lee Majors („Afera poniżej zera”, „Drugie wcielenie”), Ted McGinley („Pearl Harbor”, „Świat według Bundych”), Madison Pettis („Siedem dusz”).

 

Rekolekcje „Jezus na Stadionie 2015”. Transmisja na żywo www.jezusnastadionie.tv, Stadion Narodowy, 18 lipca 2015 r. Rekolekcje poprowadzi o. John Baptist Bashobora

Transmisja na żywo z rekolekcji „Jezus na Stadionie 2015” w godz. 8.30 – 22.00
www.jezusnastadionie.tv

www.diecezja.waw.pl

www.idziemy.com.pl

oraz na falach Radia Warszawa.

18 lipca 2015 po raz drugi na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędą się rekolekcje JEZUS NA STADIONIE. Tegoroczne spotkanie przebiegać będzie pod hasłem: „Przychodzę, aby dać ci życie w obfitości” (por. J 10, 10). Rekolekcje pod patronatem Diecezji Warszawsko -Praskiej poprowadzi charyzmatyczny kapłan katolicki z Ugandy o. John Baptist Bashobora.

We wspólnym uwielbieniu Jezusa spotkają się uczestniczy ostatnich rekolekcji na Stadionie oraz młodzież przygotowująca się do Światowych Dni Młodzieży, a także wszyscy, którzy będą łączyć się za pomocą transmisji na żywo.

W rekolekcjach będą uczestniczyć Biskupi Diecezji Warszawsko-Praskiej.

W programie: Msza Święta, której będzie przewodniczył Ks. Abp Henryk Hoser SAC, różaniec, trzy konferencje o. Johna Bashobora, uwielbienie i koronka do Miłosierdzia Bożego, Adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa o uzdrowienie.

U nas odnajdzie się każdy „Któż jak Bóg” nr 3/4 2015

kjb24-1

Okres maja i czerwca to dla uczniów czas stresujących testów, egzaminów, dla starszych również matur i oczekiwania na ich wyniki. To też czas pierwszych ważnych decyzji, a wśród nich… wyboru szkoły, która umożliwi mi dalszy rozwój – tak intelektualny jak i duchowy. Jak w tej perspektywie wypada „oferta” michalitów? Co mają uczniom do zaoferowania spadkobiercy markiewiczowskiego systemu wychowawczego?

Co jest w stanie zaoferować uczniowi szkoła michalicka, czego nie dałaby mu tradycyjna, „zwyczajna” szkoła?
Mamy potwierdzone przypadki, w których, gdy w miejsce szkoły publicznej pojawiała się szkoła katolicka, wyniki uczniów poprawiały się, lepiej wypadali oni w egzaminach końcowych. A przecież to wciąż byli ci sami uczniowie, z tej samej okolicy.
Szkoły katolickie generalnie charakteryzują się zaostrzoną dyscypliną. Tak jest również u nas i to żaden zamordyzm – zachowujemy wobec naszych uczniów podejście głęboko humanistyczne. Chcemy wychować człowieka odpowiedzialnego i honorowego, przekazać mu odpowiednie wartości. Chcemy, aby nasi uczniowie byli nie tylko praktykujący, ale prawdziwie wierzący, by dzięki naszej formacji dostrzegali coraz pełniej sens wiary.

Jak to robicie?
Każdy dzień rozpoczynamy krótką modlitwą, fragmentem Pisma Świętego i krótkim komentarzem do niego. Przy większych uroczystościach mamy oczywiście Msze Święte, w każdy pierwszy czwartek miesiąca cała szkoła ma też możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Dla chętnych organizujemy w Wielkim Poście poranną drogę krzyżową, po której następuje śniadanie. To wszystko wyrabia w młodych ludziach dobre nawyki.
Staramy się również oczywiście zaczepiać w nich wiarę przykładem własnego życia. Gdy ksiądz z sąsiedniej parafii pytał w trakcie bierzmowania młodych ludzi o to, kto jest ich autorytetem religijnym, wielu wskazywało na Pana Marka – naszego matematyka.

Jak wygląda zaostrzona dyscyplina szkoły katolickiej w praktyce?
Uczniowie z góry wiedzą co im wolno, a czego nie. Jesteśmy wobec nich bardzo konsekwentni. W tak małych szkołach jak nasza uczeń nie ginie w tłumie – każdego znamy po imieniu i jeśli postępuje wbrew regulaminowi, od razu to zauważamy i egzekwujemy właściwe postępowanie. Młody człowiek wychowany na naszej formacji będzie miał w życiu łatwiej – gdy pójdzie do pracy, będzie wiedział, że należy ją wykonywać sumiennie, a nie się od niej wymigiwać, i że taka postawa popłaci.
Dla utrzymania dyscypliny wprowadziliśmy system punktów karnych. Największa kara jest w nim przewidziana za ściąganie. Chcemy w ten sposób oduczyć dzieciaki kłamania, uczynić ich ludźmi honorowymi.

I ten rygor nie jest dla uczniów odstraszający?
Na pewno bardziej podoba się rodzicom niż uczniom. <śmiech> Ale nie powiedziałbym, że jest odstraszający – rokrocznie mamy więcej chętnych niż miejsc.

Ale jak przekonać uczniów, że ta dyscyplina egzekwowana jest z korzyścią dla nich, że ma sens?
Przede wszystkim sami musimy dawać przykład. Ja sam nie lubię chodzić w białych koszulach, ale chodzę w nich, by pokazać dzieciakom, że ten szkolny regulamin obowiązuje również mnie. <śmiech>

Ta dyscyplina ma jakiś wpływ na sposób nauczania?
Wspomnę tu raz jeszcze o małych klasach. Dzięki nim możemy od razu zauważyć, jeżeli uczeń przestaje sobie radzić z jakąś partią materiału. Nie da się też z uwagi na powyższe ściągać, nie odrabiać pracy domowej, nie przynosić zeszytów. Grupy językowe mają po kilka osób – nie ma więc możliwości, by ktoś na którejś lekcji nie został przepytany, by usiadł w tylnej ławce i się pół roku nie odzywał.

Przekłada się to na wyniki w nauce?
Mamy najlepsze wyniki w gminie i powiecie, porównywalne z warszawskim Śródmieściem. Dzieciaki są dopilnowane, cała atmosfera w szkole ma „ciągnąć je w górę”. W szkołach publicznych uwaga skupia się na uczniach słabszych, im poświęca się najwięcej czasu. U nas jest inaczej, również dzięki temu, że ten „materiał” uczniowski już na starcie jest wyselekcjonowany.

A co, jeśli ktoś przestaje sobie z czymś radzić i zaczyna odstawać?
Dla takich osób mamy przewidzianą „sobotnią szkołę”. Mamy regularne sobotnie zajęcia z matematyki, często również z chemii, dla tych, którzy chcieliby raz jeszcze, na spokojnie, przerobić jakiś kłopotliwy materiał. Nie ma również problemu z tym, aby dzieciaki przychodziły do nauczycieli z prośbą o pomoc po lekcjach. Nawet ci, którzy przychodzą do nas jako nieco słabsi, bardzo szybko nadrabiają ewentualne zaległości i później, na testach gimnazjalnych pozytywnie zaskakują.

A co z innymi zajęciami pozalekcyjnymi? Za Waszą stroną internetową: piątkowe wypady rolkowe, nocne maratony filmowe, kółko fotograficzne…
Mamy też zajęcia z robotyki, na który dzieciaki konstruują swoje łaziki, mamy SKS-y, gdzie można się dodatkowo rozwinąć fizycznie, raz do roku jest 3-dniowy spływ kajakowy. To buduje kulturę zainteresowań, pokazuje, że można zajmować się czymś więcej niż samą nauką. Ale tego rodzaju atrakcje sprawiają również, że dzieci po prostu lubią być ze sobą; grają w tenisa stołowego, w tysiąca, w FIFĘ.
Jednym z naszych znaków rozpoznawczych jest również Liga Debat Oksfordzkich. Dzieciaki dyskutują między klasami na różne ważne tematy i wychodzi im to coraz lepiej. W tym roku wygrali w powiatowej edycji Debat…

Da się pogodzić tą międzyuczniowską wieź z tą rywalizacją wśród uczniów? Jak stworzyć z nich wspólnotę ambitną, ale wolną od wyścigu szczurów?
Te wszystkie wspólne wypady powodują, że więź między uczniami jest dużo silniejsza niż wynikałoby to z samych zależności formalnych. Łączy ich coś więcej niż wspólne siedzenie w tej samej klasie na lekcjach, zawiązują się przyjaźnie. Żelaznym dowodem na to są wigilie szkolne – co roku mamy na nich komplet absolwentów.

Czy przez te 3 lata jesteście w stanie zauważyć rozwój duchowy i intelektualny swoich podopiecznych?
Często przychodzą do nas dzieci fizycznie słabsze czy mniejsze od swoich rówieśników, bardziej wrażliwe, może przez to czasem nieco zahukane w podstawówce czy odrobinę rozpieszczone przez rodziców. Na ich przykładzie widać ogromy wzrost osoby – te dzieciaki nabierają pewności siebie, wiary w swoje siły, po prostu odżywają – stają się silne psychicznie i emocjonalnie. Uczymy ich poczucia własnej godności, tego, że jej nikt im nie odbierze. Rodzice takich dzieci cenią naszą szkołę, bo wiedzą, że te dzieciaki będą u nas bezpieczne. Szkoła cieszy się wśród nich bardzo dobrą renomą.

A nie ma takich przypadków, że dzieciaki próbują papierosów czy innych używek?
Nikt z nas, nauczycieli, nie pali, więc od razu byśmy coś takiego wyczuli. Tak samo z innymi rzeczami. Nie było jednak jeszcze takiego przypadku. Do nas przychodzą uczniowie raczej grzeczniejsi, wyposażeni już w pewne wzorce zachowań, trudno więc o jakieś poważne wyskoki.

Nie zdarzają się Wam żadne problemy wychowawcze?
Gdyby wszystkie dzieciaki były zawsze spokojne, znaczyłoby to, że coś jest z nimi nie tak. <śmiech> Oczywiście, jedni dają w kość mniej, inni bardziej. Ale ci, którzy u nas dają w kość, w gimnazjum publicznym byliby wśród najgrzeczniejszych. Mam porównanie, bo uczyłem w takiej szkole.

To jakie są największe bolączki, z którymi borykają się współcześnie młodzi?
Wielu z nich dobrowolnie ucieka w samotność. Byle założyć słuchawki, wyjąć smartfona, tablet i zanurzyć w wirtualnym świecie. Rośnie nam pokolenie ludzi bardzo samotnych, których jedynymi przyjaciółmi będą elektroniczne gadżety. Ucząc w szkole publicznej zdarzało mi się widzieć młodych, którzy wysyłali do siebie nawzajem SMS-y siedząc obok siebie.

Jak temu zaradzić?
Na terenie naszej szkoły obowiązuje zakaz używania elektronicznych gadżetów. Dzieciaki są skazane na swoje towarzystwo, muszą więc nauczyć się ze sobą rozmawiać. Nie mają wyjścia. <śmiech>

Dla kogo stworzone jest Wasze gimnazjum?
Dla każdego kto lubi się dużo uczyć i pracować. <śmiech> Dla każdego kto chce odebrać porządne wychowanie i żyć zgodnie z zasadami. Dla rodziców, którzy chcą by ich dzieci były wychowywane w bezpieczeństwie i w świecie twardych, czasem surowych wartości. Stworzyliśmy szkołę otwartą na uczniów, którzy gdzie indziej mogliby czuć się odtrąceni. U nas odnajdzie się każdy.

A jak to wygląda od strony formalnej?
Z warunków formalnych jest średnia przynajmniej 4,0 i zachowanie minimum dobre, miesięczne czesne to 400 PLN. Jest też rozmowa rekrutacyjna z kandydatem i jego rodzicami, których uprzedzamy o wysokich wymaganiach. Rozmowa służy temu, byśmy wiedzieli z kim mamy do czynienia, byśmy mogli na każdego z uczniów spojrzeć indywidualnie. Może się zdarzyć, że ktoś będzie miał średnio 6,0, a ktoś inny 4,1, a my przyjmiemy tego drugiego, bo będzie coś w sobie miał. Bardzo cenimy pasję.

Dużo macie takich pasjonatów?
W 3 klasie mamy paru chłopaków, którzy programują już na poziomie dorosłych. Jest kilku dobrych sportowców, kilka dziewczyn maluje, ktoś interesuje się hippiką.

Z czego się bierze rosnące zainteresowanie Waszą placówką?
Szkoły katolickie generalnie cieszą się większą renomą od szkół publicznych. Pozytywnie oddziałują na środowisko lokalne, na rodziny uczniów. Najlepszą reklamą dla nas są opinie zadowolonych rodziców, którzy przekazują sobie nawzajem pozytywną opinię o nas.

Odpowiedzią na to zainteresowanie jest również powstające Liceum…
Pytali o nie i nasi absolwenci i ich rodzice. W Markach jest tylko jedno liceum, a miejsca dla kolejnego jest dużo. Dojazd do Warszawy w porannych korkach jest z kolei dla wielu dzieciaków męczący. Dwie godziny spędzone w autobusie można poświęcić na naukę. Albo chociaż sobie dłużej pospać. <śmiech> A my chcielibyśmy towarzyszyć młodym ludziom w ich dalszej formacji i rozwoju duchowym – ze starszą młodzieżą łatwiej jest pracować nad takimi rzeczami.

Jaka jest jednak gwarancja, że poziom nauczania i wychowania będzie w liceum zadowalający?
Udało nam się stworzyć dobre gimnazjum. A praca z młodzieżą gimnazjalną jest dużo trudniejsza niż praca z licealistami.

z ks. Grzegorzem Sprysakiem CSMA
prefektem Katolickiego Gimnazjum
im. bł. Bronisława Markiewicza
rozmawiał Karol Wojteczek
współpraca: Magdalena Świerczewska

Warto przyjść do naszej szkoły, bo jest inna niż wszystkie. Dla każdego ma indywidualne podejście. Każdego traktuje wyjątkowo.
Julian, klasa I

Cenię szkołę za:
– atmosferę
– noce filmów
– dobrych nauczycieli
– zajęcia z włoskiego
– cukierki w sekretariacie 😉
Janek, klasa III

Warto przyjść do naszej szkoły, ponieważ:
– wszyscy się lubią
– nauczyciele są przemili 😉
Tomek, klasa II

Katolickie Gimnazjum daje lepsze perspektywy na przyszłość. Jest pierwszym tak ważnym szczeblem na drodze edukacji. Warto przyjść do naszego gimnazjum, by móc się dalej rozwijać w wybranym przez siebie kierunku. Szkoła ma różne, ciekawe koła zainteresowań i wspaniałe podejście nauczycieli. Spróbuj czegoś nowego! Czegoś lepszego! 😉
Natalia, klasa III

źródło: http://kjb24.pl/

Gwiazdy na Niebie „Któż jak Bóg” nr 3/4 2015

kjb24 (1)Niektóre fragmenty biblijne sugerują postrzeganie gwiazd jako symboli duchowych istot stworzonych przez Boga i poddanych Mu jako zastępy anielskie. Przyjrzyjmy się więc bliżej tym fragmentom.

Księga Rodzaju 1, 14-19 opisuje poetyckim językiem jak Bóg stworzył słońce, księżyc i gwiazdy. Są one światłami na sklepieniu niebieskim. W pierwszym dniu Bóg stworzył Niebo i ziemię, światło i ciemność. W drugim dniu stworzył natomiast sklepienie, które niejako zasłoniło (ukryło) Niebo, a zarazem zostało także nazwane niebem. Mamy więc do czynienie z dwoma niebami. Pierwsze Niebo, w którym mieszka Bóg z aniołami (zastępami niebieskimi), i drugie, także nazwane niebem, w którym „zamieszkują słońce, księżyc i gwiazdy”.To drugie niebo jest obrazem i odzwierciedleniem pierwszego Nieba, którego nie widzimy. Dlatego nie powinien nas dziwić język opisujący ciała niebieskie. Światło ciał niebieskich obrazuje chwałę Bożą i jest jej symbolem. Słońce oczywiście symbolizuje Boga (por. Ps 84, 11-12, Ml 3, 20). Wiele religii rozpoznawało to intuicyjnie, jednak dochodziło do wypaczenia tej symboliki i zamiast oddawać cześć Stwórcy, czczono sam symbol. Gwiazdy natomiast są symbolami aniołów (zastępów niebieskich). Bóg jest otoczony zastępami anielskimi w Niebie (pierwszym), podobnie jak słońce na sklepieniu jest otoczone gwiazdami. W Księdze Hioba Bóg wspomina o tym, jak rozpoczął akt stwarzania ziemi „ku uciesze porannych gwiazd, ku radości wszystkich synów Bożych” (Hi 38, 7).

Wojsko Boga

Już w najstarszym biblijnym fragmencie – w pieśni Debory, „gwiazdy z niebios” utożsamiono z zastępami niebiańskimi (Sdz 5,20). Gwiazdy otrzymały w niej miano wojowników, bowiem niespodziewane zwycięstwo Izraelitów przypisywano nagłej burzy deszczowej, która zatopiła rydwany królów ugaryckich, a zgodnie z mitologią kananejską postrzegano gwiazdy jako źródło deszczu (Sdz 5, 20-21).

W rzeczywistości jest to jednak poetycki opis aniołów, którzy walczyli razem z Izraelem, a którzy są wojskiem Bożym. Także w Księdze Izajasza (Iz 40,26), ciała astralne nazywano wojskiem niebieskim i utożsamiano z istotami nadprzyrodzonymi. Równocześnie mamy też przestrogę, aby nie mylić symbolu z jego przedmiotem. W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy zaś: „Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i gwiazdy, i wszystkie zastępy niebios, obyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłonu i nie służył, bo Pan, Bóg twój, przydzielił je wszystkim narodom pod niebem” (Pwt 4,19).Takie ukazanie gwiazd mogło być wyrazem polemiki z kultami astralnymi. W starożytnym świecie gwiazdy były często postrzegane jako bogowie, tymczasem tekst biblijny podkreśla, że to Jahwe rządzi wszystkimi zastępami niebieskimi.

Anioł, który prowadził Mędrców

Z Ewangelii Świętego Mateusza dowiadujemy się, że: „gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię” (Mt 2,9-10). Taki opis nie odpowiada ani komecie, ani koniunkcji planet, bo cóż to za gwiazda, która wędruje i zatrzymuje się dokładnie nad jakimś miejscem. Właśnie dlatego wielu badaczy sądzi, że była ona obiektem nadnaturalnym, specjalnym cudem Boga ogłaszającego w ten sposób narodziny swojego Syna.

Liczne starożytne teksty w języku greckim, syryjskim, ormiańskim wyjaśniają nam, że gwiazda betlejemska, prowadząca trzech królów do stajenki, w której spoczywał Jezus, była w rzeczywistości aniołem, to znaczy wysłannikiem Bożym, posłańcem z Nieba. Weźmy kilka przykładów zapożyczonych z literatury apokryficznej. Oto jak pod koniec VI wieku Ormiańska Ewangelia Dzieciństwa opowiada o zapowiedzi otrzymanej przez trzech królów: „Jako znak narodzenia zobaczycie na Wschodzie gwiazdę jaśniejszą od światła słonecznego i od innych gwiazd na niebie, gdyż w rzeczywistości nie będzie to ciało niebieskie, lecz anioł Boży”. Nieco dalej tekst powraca do tej samej myśli, przejmując prawie słowo w słowo wcześniejszą wersję syryjską: „Tej samej nocy anioł stróż został wysłany do Persji. Ukazał się mieszkańcom tego kraju pod postacią gwiazdy. Anioł stróż, który przybrał postać gwiazdy, przybył, by służyć im za przewodnika”. Wersja arabska mówi podobnie: ,,I w tej samej chwili ukazał im się anioł pod postacią gwiazdy, który najpierw był ich przewodnikiem”. Najsłynniejszy tekst znajduje się w hymnie świętego Efrema Syryjskiego z IV wieku. Ukazuje on Maryję rozmawiającą z królami: „Kiedy poczęłam, anioł objawił mi, że mój Syn będzie królem i, podobnie jak wam, powiedział, że jego diadem pochodził będzie z góry i że nigdy nie ulegnie zniszczeniu. – Anioł, o którym mówisz – odpowiadają jej trzej królowie – właśnie przybył do nas pod postacią gwiazdy, objawił się i zwiastował nam, że twoje Dziecko będzie większe i pełniejsze chwały niż gwiazdy. To anioł zatem zmienił swą postać i nie powiedział nam o tym” (Hymn XV).

Warto też wspomnieć o jeden z siedmiu obrazów, których autorstwo przypisywano św. Łukaszowi. Obraz ten, przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem, znajduje się w kościele Matki Bożej Nadziei na Górze Św. Tomasza, w pobliżu indyjskiego miasta Madras, a widnieje na nim Gwiazda Betlejemska w kształcie uskrzydlonej elipsy. Z tyłu i z wnętrza gwiazdy wydobywają się zaś promienie. Dla autora obrazu Gwiazda Betlejemska była więc po prostu aniołem. Również Kościół Adwentystów Dnia Siódmego na podstawie pism Ellen G. White uważa, iż gwiazdą betlejemską był „świetlisty zastęp aniołów” posłanych przez Boga, którzy mieli wskazywać drogę mędrcom (Ellen G. White, Życie Jezusa, Warszawa 1991 s. 35-36). Oryginalnym przykładem ujęcia tego tematu może być obraz Sir Edwarda Burne-Jonesa przedstawiający Pokłon Trzech Króli z aniołem trzymającym w rozwartych dłoniach Gwiazdę. Także w pierwszych stuleciach naszej ery nie obce było przedstawiane aniołów (którzy ukazali się pasterzom w noc betlejemską lub zostali zauważeni przez święte niewiasty przed pustym grobem Chrystusa) właśnie pod postacią gwiazd.

Aniołowie jako gwiazdy w Apokalipsie

Utożsamienie gwiazd z aniołami znajdziemy także w Apokalipsie św. Jana, który ujrzał na wyspie Patmos tajemniczą postać z siedmioma gwiazdami, co zostało objaśnione w następujący sposób: „Co do tajemnicy siedmiu gwiazd, które ujrzałeś w mojej prawej ręce, i co do siedmiu złotych świeczników: siedem gwiazd – to są Aniołowie siedmiu Kościołów, a siedem świeczników – to jest siedem Kościołów” (Ap 1, 20). Aniołowie porównywani są do gwiazd także w kontekście kary: „I trzeci anioł zatrąbił: i spadła z nieba wielka gwiazda, płonąca jak pochodnia, a spadła na trzecią część rzek i na źródła wód. A imię gwiazdy zowie się Piołun” (Ap 8,10). Wielu egzegetów widzi tu Anioła-Niszczyciela znanego z innych tekstów biblijnych. Jan jako gwiazdę opisał też anioła z kluczem do Czeluści: „I piąty anioł zatrąbił: i ujrzałem gwiazdę, która z nieba spadła na ziemię, i dano jej klucz od studni Czeluści. I otworzyła studnię Czeluści” (Ap 9, 1-2). O tym, że gwiazda ta jest aniołem dowiadujemy się z późniejszego fragmentu, informującego o związaniu Szatana: „Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni” (Ap 20, 1-3). Sam bunt Szatana nawiązuje zresztą do symboliki spadających gwiazd. Widziano Szatana w Gwieździe Zarannej (czyli Lucyferze) z Iz 14, 12, a wzmiankę z Apokalipsy o tym, że ogon Smoka (czyli Szatana) zmiótł trzecią część gwiazd Nieba i rzucił je na ziemię (por. Ap 12, 4) powszechnie interpretuje się jako sugestię, że do jego buntu przyłączyła się jedna trzecia wszystkich aniołów. Podobną myśl znajdziemy w apokryficznej Księdze Henocha, gdzie w kontekście upadku aniołów mowa jest o „gwiazdach niebios, które przekroczyły rozkaz Boga” (HenEt 21,6).

O czym przypominają gwiazdy

Od czasów prehistorycznych gwiazdy fascynowały ludzi. Są one widoczne jako świetliste punkty na Niebie, ale wiemy już, że chodzi o ogromnych rozmiarów ciała niebieskie, takie jak nasze słońce, ale dużo bardziej oddalone. Gołym okiem można podobno, przy sprzyjających warunkach pogodowych, dostrzec z Ziemi około 3-4 tysiące gwiazd, choć tylko w naszej galaktyce znajduje się ich od 200 do 400 miliardów (a szacunkowa liczba galaktyk, jakie znajdują się w obserwowalnym wszechświecie wynosi ponad 100 miliardów). Nie potrafimy sobie wyobrazić tego ogromu. Nasz umysł buntuje się w konfrontacji z rozmiarami wszechświata. Co może czuć współczesny człowiek, patrząc na gwiazdy? Przerażenie własną znikomością? Zachwyt nad stwórczą mocą Boga? Pewnie jedno i drugie. Może także potworną samotność?

Spróbujmy jednak pomyśleć wówczas także o tym, że nie jesteśmy w tym ogromnym wszechświecie sami, gdyż aniołów, którzy się o nas troszczą i służą Bogu, jest tak wiele jak gwiazd na Niebie. Aniołów nie widzimy, gdyż są bytami niematerialnymi, ale widzimy gwiazdy, które w Biblii często symbolizują aniołów. Symbole zaś istnieją po to, aby nam o czymś przypominać i na coś wskazywać. Wydaje mi się, że jest to myśl bardzo krzepiąca.

 Roman Zając
źródło: http://kjb24.pl/