Szczęście guru

Chociaż propagatorzy sekt  powołują się na wolność  sumienia i wyznania, należy  pamiętać, że ta wolność to  możność wyboru pomiędzy  prawdą a fałszem, dobrem  a złem, drogą do zbawienia  lub potępienia. Wybór należy  do nas, ale jego konsekwencje  nie tylko my poniesiemy, lecz  także następne pokolenia.  Dlatego należy zapobiegać  propagowaniu złudnych,  a tym samym destrukcyjnych  i deprawujących ideologii.

 Pojęcie „sekta” pochodzi od łacińskiego słowa „secare” – odcinać, odrąbywać, czyli oznacza grupę oderwaną od jakiejś społeczności. Każda sekta ma zwykle dwa oblicza: jedno propagandowe, zawsze atrakcyjnie ukazujące swój program, i drugie nieoficjalne, zdolne odpowiednimi metodami psychicznej manipulacji i zakłamaną indoktrynacją ujarzmić i ubezwłasnowolnić swe ofiary.

 Obietnica szczęścia

Przyczyną coraz większej ekspansji sekt i destrukcyjnych kultów, zwłaszcza wśród młodzieży, jest przede wszystkim obniżanie autorytetu rodziców, nauczycieli i duszpasterzy. W miejsce tradycyjnych autorytetów „wślizgują się” anonimowi „mistrzowie”, którzy oficjalnie nie ujawniają swych podstępnych dążeń ani ideologii, a posługując się atrakcyjnymi materiałami propagandowymi, zdobywają zwolenników. Sporo jest informacji o ich przestępczości, lecz mało się mówi na temat religijnych błędów, z których te przestępstwa wynikają. Pamiętamy słynną tragedię z Gujany, gdzie na zlecenie swego guru 926 osób świadomie wypiło truciznę. Okazało się, że ich tragiczne zachowanie było konsekwencją tragicznej wiary! Wierzyli, że ich guru to „istota boska”! Zawsze gdy podwładni wierzą w boskość swego lidera, każdą jego decyzję przyjmują jako „wolę boga”, wierząc, że zastosowanie się do jego słów gwarantuje im wyższe wcielenie lub wieczne szczęście.Wszystkie sekty religijne zdobywają swych wyznawców obietnicami osiągnięcia za ich pośrednictwem najwyższego szczęścia, ale każdy lider jako „osoba boska” od nikogo niezależna, może niezależnie uczyć swych poglądów.

To samo dotyczy religii Wschodu. Tam każdy guru czy inny „oświecony” uznawany za osobę boską, jest samodzielnym i niezależnym interpretatorem wszystkich religijnych pism oraz tradycji. Właśnie dlatego w Europie większość sekt opiera się na wschodnim światopoglądzie, czasem z dodatkami elementów kultury chrześcijańskiej, jednak z zasady są one antychrześcijańskie. Taką typową mieszanką różnych religii i filozofii jest okultystyczna ideologia „nowej ery” – New Age. Jej zwolennicy chcą połączyć wyznawców wszystkich religii w jedną rodzinę ludzką pod jedną władzą „Maitrei” (personifikacji Maitri) – głowy Hierarchii Okultystycznej.

Werbunek

Werbowanie do sekt jest bardzo starannie przygotowane. Werbujący może okazać się znajomym lub krewnym, który nie ujawnia, że od pewnego czasu należy do kontrowersyjnej organizacji. Nawet jeżeli jest osobą nieznaną, zawsze zachowuje się przyjaźnie i nawiązuje „przyjacielski dialog”, próbując utrzymać z werbowanym stały kontakt. Dopiero później podważa jego tradycyjne poglądy, a dalszą powolną indoktrynacją doprowadza go do zakwestionowania autorytetów i kryteriów, w oparciu o które tamten ukształtował swój własny światopogląd. Wówczas werbowany traci naturalną zdolność odrzucania poglądów, które godzą w jego poglądy oraz religijne przekonania i stopniowo poddaje się sugestii werbownika, przyjmując jego punkt widzenia. Zmiana światopoglądu prowadzi z kolei do zmiany poczucia własnej tożsamości – przyjęcia innego modelu zachowań, sposobu myślenia i zainteresowań, które werbowanemu zastępują dotychczasową tożsamość.

 Skutki

Antychrześcijańska ideologia od dawna bardzo szczegółowo była opracowana i wprowadzana m.in. przez komunizm, teozofię, antropozofię, która początkowo rozpowszechniała się skrycie, ponieważ Kościół decyzją Kongregacji Świętego Oficjum z dn. 18 VII 1919 r. Zakazał jej praktykowania. W Polsce indyjski światopogląd rozpowszechniało Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Indyjskiej przez Bibliotekę Polsko-Indyjską. Później, w latach 70. XX w., przygotowywano w Indiach kadry propagatorów religii Wschodu dla krajów komunistycznych. Wśród tych, którzy współpracowali w szkoleniu tychże kadr, osobiście poznałam kilka osób z Polski. Nie zdawały sobie one sprawy, że w tych religiach i sektach na nich opartych nie ma motywacji do miłości Boga i bliźniego ani drogi do zbawienia. Rozpowszechnianie na szerszą skalę sekciarskich ruchów, może mieć następujące skutki:

 - kształtowanie się destruktywnych osobowości na skutek indoktrynacji połączonej z różnymi formami ćwiczeń okultystycznych (np. magia) i hinduistycznych czy buddyjskich praktyk (np. joga, zen, medytacja transcendentalna itp.), podczas których dochodzi do zahamowania inteligencji, doświadczania złudnych euforii i niekorzystnych zmian stanów świadomości;

-  kult jednostki, gdzie lider uznawany jest za nadczłowieka lub osobę boską, a to upoważnia go do całkowitej samowoli i lekceważenia Dekalogu;

 - deprawację porządku moralnego opartego na Dekalogu, a także na Deklaracji Praw Człowieka, gdyż decyzja lidera staje się najwyższą, prawną normą postępowania;

 - rozbicie jedności narodowej poprzez funkcjonowanie wielości niezależnych organizacji społecznych pod kierunkiem różnych liderów, realizujących często tajne i sprzeczne ze sobą cele;

 -  rasizm i niesprawiedliwość społeczną, podział ludzi na „czystych” i „nieczystych” istnieje nie tylko w indyjskich Wedach, ale także w Talmudzie, a ostatnio także w poglądach Świadków Jehowy dzielących ludzi na „synów ludzkich” i doskonalszych od nich „synów Bożych”;

- zafałszowanie biblijnej wiedzy o Bogu i Jego przykazaniach, co prowadzi do całkowitego subiektywizmu zarówno doktrynalnego, jak i moralnego, może więc powodować cofanie się naszej cywilizacji do coraz większego barbarzyństwa, w zależności od upodobań tych, którzy uznani zostaną za „nadludzi” lub za manifestację bogów;

-  najgorsze niebezpieczeństwo – grzech powodujący utratę zbawienia przez tych chrześcijan, którzy w sektach praktykują gurupudżę (kult guru jako „boga”) czy inne bałwochwalstwo, np. kult bożków: Kriszny, Buddy, Moona, Maitrei.

S. Michaela (Zofia) Pawlik OP

 O Autorze: misjonarka, znawca kultury i religii Indii

Artykuł ukazał się w 22 (czerwiec 2014r.) numerze Miesięcznika Egzorcysta.

Miesięcznik Egzorcysta czerwiec 2014. Temat numeru Sekty.

Niektóre sekty zrezygnowały ze swoich nazw, a przyciągają ludzi jako organizatorzy szkół jogi. Wiele sekt hinduizujących wykorzystuje modę na jogę, choć oczywiście nie każda szkoła jogi to sekta. Tak samo jak można ćwiczyć aikido czy karate i nie zmienić światopoglądu. W jednym z numerów „Miesięcznika Egzorcysta” (numer 12 – 2013 rok) dałem świadectwo swojego nawrócenia, w którym o tym pisałem – mówi Dariusz Pietrek, dyrektor Śląskiego Centrum Informacji o Sektach i Grupach Psychomanipulacyjnych. Jak działają? Kogo i gdzie najczęściej werbują? Jakimi metodami się posługują? Jak się wyzwolić z sideł sekty? O tym piszemy w numerze czerwcowym.

Przyczyną coraz większej ekspansji sekt i destrukcyjnych kultów, zwłaszcza wśród młodzieży, jest przede wszystkim obniżanie autorytetu rodziców, nauczycieli i duszpasterzy. W miejsce tradycyjnych autorytetów „wślizgują się” anonimowi „mistrzowie”, którzy oficjalnie nie ujawniają swych podstępnych dążeń ani ideologii, a posługując się atrakcyjnymi materiałami propagandowymi, zdobywają zwolenników. - wyjaśnia s. Michaela Pawlik OP.

Ten etap ma już za sobą Anna, która związała się z Misją Czaitanii jako nastolatka. Stopniowo była wprowadzana do wspólnoty i uzależniania od niej. Prawdziwe życie w sekcie poznała, gdy zamieszkała w ich ośrodku w Gliwicach. Z początku było przyjemnie, a nawet ekscytująco, jednak ten czas szybko minął. Każdy dzień wyglądał dokładnie tak samo. Do tego doszedł brak snu i niskoenergetyczna dieta – w Misji Czaitanii obowiązuje weganizm oparty na silnych zakazach motywowanych religijnie – oraz duża ilość indoktrynacyjnych zajęć. Nagle okazało się, że nie wszystko jest tam wspaniałe. Maska idealnej grupy zaczęła gwałtownie znikać – czytamy o jej doświadczeniach w tekście Byłam w sekcie.

Innego rodzaju świadectwem jest rozmowa Marzeny Winiarczyk z Lino Zanim. Ten górski przewodnik i, jak sam o sobie mówi, niegodny przyjaciel świętego Jana Pawła opowiada o wpływie papieża na swoje życie. Apostolstwo górskie udowodniło, że wszędzie można być blisko Boga, oddawać się modlitewnemu zamyśleniu i tak po prostu kochać Boga i ludzi. O dziesięciu sposobach na pogłębienie relacji z Bogiem pisze abp Charles J. Chaput OFM Cap.Spotkałem w życiu wielu szlachetnych ludzi pragnących zbliżyć się do Boga. Wielu z nich mówiło o trudności, której doświadczają, a którą określali jako „milczenie Boga”. Zapewne towarzyszyło im nieuświadomione oczekiwanie, by Bóg uczynił w ich życiu coś spektakularnego, na miarę przymierza na górze Synaj, aby uwiarygodnić swoje istnienie.

W nowym cyklu prezentujemy artykuł Podstawy wewnętrznego uwolnienia. Adam Barnaba pisze o procesie nawrócenia, wyjściu z nałogów i pozytywnej relacji z Bogiem. Ten bardzo praktyczny poradnik może być drogowskazem dla ludzi poszukujących Boga oraz dla osób pragnących pogłębić tę więź.

Dla mnie osobiście posługa egzorcysty to okazja do rozbudzania coraz większej wiary w moc zbawczą Chrystusa. Nie tylko w nią wierzę, ale widzę, jak działa podczas modlitwy. - mówi ks. prof. Leszek Misiarczyk w rozmowie z Martą Brzezińską-Waleszczyk.

W bieżącym numerze jeszcze: Grzegorz Górny wyjaśnia kim naprawdę był twórca public relations; O sektach nie z tego świata mówi ks. prof. Andrzej Zwoliński; Juliusz Gałkowski pisze o legendzie św. Floriana; Wincenty Łaszewski ukazuje potęgę Matki na przykładzie historii  Estelle Faguette z Pellevoisin; Jak uchronić dziecko przed sektą radzi Bogna Białecka; Ks. dr Piotr Ostański przedstawia plan czytania Biblii na drugą połowę roku.

Jako konsultant naukowy i wieloletni animator światowego ruchu egzorcystów serdecznie polecam niniejszą publikację. Czas na misję. Kto nie dojrzał, niech poczeka  – pisze o. Aleksander Posacki o pierwszej książce pt. Rozmowy z egzorcystami z serii Biblioteka Miesięcznika Egzorcysta. Wywiady z egzorcystami z Polski, Włoch, Wielkiej Brytanii i Argentyny, publikowane na łamach „Miesięcznika Egzorcysta”, zebrane w jednym tomie. Uzupełnione i poszerzone, stanowią niepowtarzalne kompendium wiedzy na temat zagrożeń duchowych naszych czasów występujących w różnych częściach świata. Książka trafiła już do sprzedaży. Zapraszamy do lektury wydania papierowego oraz cyfrowego (już dostępny jest numer aktualny i część archiwalnych).

Miesięcznik Egzorcysta sprzedawany jest m. in. w salonach prasowych i Empik-u oraz w dobrych księgarniach. Wydawca zapewnia również możliwość korzystania z prenumeraty krajowej lub zagranicznej. Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej Miesięcznika Egzorcysta. Zachęcamy również do obserwowania nas na Facebooku i Twitterze.

„…znaczy Ksiądz” o. Jan Góra, Joanna Kubaszczyk

"Tobie, Panie, zaufałem,

Nie zawstydzę się na wieki

 Wywiad o ojcem Janem Górą OP kończyłam na Lednicy w oktawie Wielkiej Nocy 2013 roku. Po skończonej rozmowie siedzieliśmy w jego biurze, zawsze pełnym ludzi. Obok trwały przygotowania do wesela Ewy i Kaliksta, wychowanków z duszpasterstwa i Ruchu Lednickiego. Kazek, główny wodzirej lednicki, rozstawiał sprzęt. W pewnym momencie wpadł do nas na małą pogawędkę wraz ze swym pomagierem Konradem, lekko niepełnosprawnym umysłowo. Chłopak usiadł pod oknem i chwilę przysłuchiwał się prowadzonej przez nas rozmowie. W końcu postanowił się do niej aktywnie włączyć. Spojrzał na ojca Jana, który siedział za swym biurkiem w czarnym swetrze, i spytał:

− A pan to co robi?

− Nie pan, tylko ksiądz − pouczył go Kazek. Na to chłopak do Kazka:

− Niech pan mnie nie buja...

Kazek wskazał na fotografię ojca Jana stojącą na oknie, na której ojciec ubrany w habit stoi przed ośrodkiem, i rzekł:

− Nie bujam. Zobacz tam na zdjęciu. Podobny?

Konrad, jeszcze nie do końca przekonany, kiwał głową. Pokazaliśmy mu zatem jeszcze inne zdjęcie, na którym ojciec Jan wita się z papieżem Janem Pawłem II. Na to chłopak:

− Znaczy… ksiądz?

Po czym zaczął przepytywać ojca Jana, jeszcze trochę niepewny, czy to naprawdę ksiądz, czy może jednak jakiś pan.

− A pan – ksiądz – na mszy występuje?

Roześmieliśmy się, że zdemaskował ojca, posądzanego przecież czasami o gwiazdorstwo.

− A jak często pan występuje?

Na to ojciec Jan, że codziennie odprawia mszę. Wtedy chłopak zdziwił się, dlaczego codziennie, on chodzi do kościoła w niedziele, jego ksiądz nie odprawia codziennie… Ojciec próbował mu wytłumaczyć, że każdy ksiądz odprawia codziennie mszę. Po chwili namysłu chłopak rzucił następne pytanie:

− A pan od ilu lat w zawodzie?

 – Od prawie czterdziestu.

Kolejne pytania padają coraz szybciej:

− A ksiądz z rodziną spędził święta?

Ojciec na to, że z ludźmi ze wspólnoty, z duszpasterstwa. Chłopak jednak naciskał:

− Bo mi chodzi, czy z pana rodziną ksiądz spędził święta?

− Spędziłem święta ze swoją duchową rodziną.

− Ale ksiądz powinien też święta z rodziną spędzać… A ksiądz skąd jest? A był pan, ksiądz, na wczasach? Bo ja byłem trzy razy.

– Nie jeżdżę. 

− A ksiądz ile ma lat?

– Sześćdziesiąt pięć.

− To ksiądz powinien być na emeryturze.

– Nie mam czasu na emeryturę, mam za dużo pracy.

− Pracuje ksiądz?

– Tak, a ty co byś robił?

– Ja to bym nie robił – ripostuje rezolutnie chłopak. – A ksiądz od której do której robi?

 – Zaczynam rano o 8.00 – zmawiamy jutrznię, i potem już tak cały dzień.

– I do której?

− Do 18.00. Wtedy mam mszę, a potem jeszcze spotkania do wieczora z młodzieżą.

Ubawieni, ale i trochę już zmęczeni przepytywanką Konrada, próbujemy wrócić do przerwanej rozmowy. Ten nie daje jednak za wygraną:

− Czy ma ksiądz jakieś zainteresowania? Bo ja mam rowerem…

To, czy ojciec Jan ma jakieś zainteresowania, kto jest jego duchową rodziną, gdzie jeździ na wakacje i skąd jest, interesuje pewnie nie tylko Konrada, ale wiele osób, które czy to osobiście, czy tylko za pośrednictwem mediów ojca Jana Górę – zakonnika nietuzinkowego i niekonwencjonalnego – spotkały i chętnie by z nim dłużej porozmawiały. Na te i szereg innych pytań poznański dominikanin, twórca Spotkań Lednickich, odpowiada w poniższej rozmowie."

Czytaj dalej

Złe dziedzictwo

Sprawę dziedziczenia grzechu pierworodnego warto wyjaśnić, gdyż w duszpasterstwie księża spotykają się u wiernych z postawą lęku przed Bogiem (czym innym jest bojaźń Boża) oraz błędnym przekonaniem o karaniu przez Boga ludzi, którzy nie są winni grzechu. Często w świadomości zaciera się prawda, że czym innym jest działanie karzące Boga, a czym innym skutki grzechu, których doświadczamy jako rodzaju kary.

 Nie będziemy tu mówić o konsekwencjach grzechu, jakie dotykają samego grzesznika: np. nadużywanie alkoholu prowadzi do nałogu, niszczy zdrowie i może narażać na niebezpieczeństwo nawet innych. Pominiemy też takie konsekwencje cudzego grzechu, które bezpośrednio nie dotykają duszy. Ktoś np. swoją karygodną lekkomyślnością spowodował wypadek samochodowy, w wyniku którego jakiś niewinny człowiek zostanie na całe życie kaleką. Ów poszkodowany może wskutek tak wielkiego nieszczęścia duchowo się połamać, a może też swoje kalectwo przemienić w życiodajny krzyż – ale ani jedno, ani drugie nie jest bezpośrednią konsekwencją grzechu tamtego lekkomyślnego kierowcy. Rozpatrywany tu problem nie dotyczy i takich sytuacji, w których materialne konsekwencje jakichś grzechów spadają na ludzi następnych pokoleń. Zdarza się nieraz, że potomkowie ponoszą konsekwencje grzechu, którego nie popełnili i za który nie ponoszą żadnej moralnej winy. Ktoś np. Został ukarany za jakieś przestępstwa konfiskatą mienia, zatem jego dzieci nie ze swojej winy będą biedne, choć mogłyby żyć w dostatku. Nasze pytanie dotyczy jednak nie dziedziczenia konsekwencji grzechu, ale dziedziczenia samego grzechu. Niekiedy ogarnia nas niepokój, że może jednak grzechy podlegają dziedziczeniu. Wprawdzie Pismo Święte powiada, że syn nie będzie ponosił odpowiedzialności za winę swego ojca, ani ojciec – za winę swego syna, ale przecież chciałoby się powiedzieć: nawet grzech pierworodny jest grzechem dziedzicznym! Otóż właśnie nie. Grzech pierworodny nie jest grzechem dziedzicznym. Owszem, taką fatalną intuicję przekazuje niemiecki termin na jego określenie (Erbsünde), jednak prawda jest inna. Łacina, podstawowy język zachodniej tradycji teologicznej, nazywa go bez porównania trafniej: grzechem źródłowym (peccatum originale).

 Grzech źródłowy

 Grzech naszych prarodziców był jedynym grzechem w ludzkich dziejach, jaki popełnili ludzie najdosłowniej bezgrzeszni. Dlatego nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć, ani ogarnąć wyobraźnią, jak wielką katastrofę duchową spowodował on w tych, którzy się go dopuścili. Stara mądrość chrześcijańska formułuje to tak: grzech pierwszych rodziców był nie tylko ich osobistą winą, ale wypaczył on samą ludzką naturę. Zostaliśmy stworzeni przez Boga, zatem nasza natura nigdy nie przestanie być fundamentalnie dobrą, jednak grzech pierwszych rodziców spowodował, że nie ma już w niej tego spontanicznego zawierzenia Bogu, jakie mieli w sobie pierwotnie Adam i Ewa. Odtąd jesteśmy właśnie pozbawieni duchowego instynktu zawierzenia Bogu i nie do końca panujemy nad różnymi dynamizmami, w jakie Stwórca pierwotnie wyposażył naszą naturę. Bo urodzić się człowiekiem to znaczy otrzymać życie od swoich rodziców, otrzymać od nich ludzką naturę. Od momentu zaś tamtego niewyobrażalnie ciężkiego grzechu, popełnionego przez bezgrzesznych prarodziców, natura ludzka jest wypaczona jakąś ciemną nieufnością wobec Boga oraz zraniona różnorodnym nieporządkiem. Urodzić się w grzechu pierworodnym to znaczy urodzić się z tą ciemną nieufnością, jaką w ludzką naturę wprowadził grzech pierwszych rodziców. Tego „grzechu źródłowego” nie jesteśmy winni w takim sensie, w jakim winą obciążają nas nasze grzechy osobiste. Nie można jednak powiedzieć, że w ogóle nie jest on naszą winą. Bo to jednak nie jest w porządku, że bezinteresownie ukochane przez samego Boga stworzenie boi się Mu zaufać, że wygaszony jest w nim instynkt zawierzenia swojemu Stwórcy. Łatwo się domyślić, że skoro nawet grzech pierworodny nie jest w ścisłym znaczeniu grzechem dziedzicznym, to tym bardziej należy zaprzeczyć samej nawet możliwości dziedziczenia jakichkolwiek grzechów osobistych.
Czytaj dalej