„Któż jak Bóg” nr 3 maj-czerwiec 2015

Ktoz jak Bog nr 3-2015 _DRUK.inddUkazał się najnowszy, majowo-czerwcowy numer dwumiesięcznika wydawanego przez Zgromadzenie Księży Michalitów, „Któż jak Bóg”, poświęconego w całości aniołom i zagadnieniom życia duchowego. W tematykę wydania wprowadza nas już słowo wstępne, przypominające chrześcijańską prawdę, głoszącą, że poprzez obcowanie z duchami anielskimi, dotykamy Samego Boga Żyjącego.

W stałej rubryce, zatytułowanej w „Blasku prawdy objawionej”, zamieszczono tekst wyjaśniający duchowy wymiar dyskrecji jako fundamentu naszej relacji z drugim człowiekiem i, przede wszystkim, z Bogiem, w którym pokładamy ufność- i którą On, wzajemnie, obdarza wiernych, powierzając im Boskie Tajemnice.

Z wywiadu z o. Krzysztofem Piskorzem OSD czytelnicy dowiadują się o wymyślonym i zorganizowanym przez niego Kursie Walki Duchowej, przygotowującym parafian do nawiedzenia figury św. Michała Archanioła: wstępnym etapie do przeistoczenia się w prawdziwego żołnierza w walce przeciw ciału, światu i szatanowi.

Kolejny artykuł przybliża odbiorcy sylwetkę Włoszki, Anieli Tonelli, świeckiej misjonarki pośród chorej i ubogiej ludności muzułmańskiej w Kenii i w Somalii. Kapłańską mądrością, płynącą z własnego doświadczenia i z lektury duchowej, dzieli się zakonnik, ojciec Andrzejewski, przestrzegający w swym felietonie przed bolesnymi skutkami nieposłuszeństwa Bogu i niebezpieczeństwami wynikającymi z popadnięcia w grzech i trwania w nim.

Przedstawiona na następnych stronach historia św.Marcina de Porres, pierwszego Mulata wyniesionego na ołtarze, wymownie obrazuje jak- samemu będąc pozbawionym ziemskiej miłości ojcowskiej-można stać się dla biednych i cierpiących żywym obrazem Najmiłościwszego Ojca.

Strawy duchowej dostarcza również tekst o Bogu, nie tylko wychodzącym w Swych aniołach i w prorokach naprzeciw grzesznikowi, lecz Samemu objawiającym się w największym z Proroków i Posłańców Bożej Miłości-Jezusie Chrystusie.

Sporządzone przez młodych zapiski z odbytych rekolekcji wielkopostnych są pouczeniem o mądrych i owocnych sposobach przeżywania Wielkiego Postu; te zaś o spotkaniach z różnymi grupami wiernych objawiają bogactwo i różnorodność Kościoła Katolickiego; utrwalona w zapisie pewnego młodzieńca dyskusja między psychologiem a dwoma kapłanami udziela z kolei wskazówek: jak rozpoznać sektę, odróżnić ją od wspólnoty religijnej, oraz w jaki sposób pomóc osobie w nią zaangażowanej.

Artykuł Grzegorza Kasjaniuka traktuje o gwiazdach, idolach muzycznych odpowiedzialnych w dużej mierze za pornografizację popkultury i utożsamienie miłości z wolnym seksem i wyuzdaniem.

Relacja z konferencji Instytutu Tomistycznego, „Św.Tomasz o Aniołach”, daje wgląd w myśl angelologiczną Doktora Anielskiego przez pryzmat całokształtu jego metafizyki- jak również w kontekście wykładni biblijnej, filozofii greckiej, poglądów chrześcijańskich myślicieli-średniowiecznych scholastyków.

W ramach zgłębiania Pisma Świętego, wyjaśniono starotestamentowy termin, miano „Elohim” i zasadność użycia liczby mnogiej w odniesieniu do Jedynego Boga Izraela w zapisie autora natchnionego.

Rozmowa z prefektem Katolickiego Gimnazjum im. bł. ks. Markiewicza w Markach przybliża profil tej michalickiej placówki oraz zasady wychowania i nauczania, na jakich się ona opiera.

W rodzaju „kwestionariusza Prousta”, ks. bp J.A.Dąbrowski, michalita, zdradza czytelnikom, co tworzyło, i co nadal składa się na jego powołanie, posługę, osobistą formację duchową i charyzmat.

W cyklu prezentującym duchowość michalicką wyjaśniono pojęcie patriotyzmu jako odpowiedzialności i czynnej służby ojczyźnie; zaprezentowano także fragment homilii abpa Michalika o wypełnionym misją i służbą bliźniemu żywocie Założyciela michalitów i michalitek, bł. ks. B.Markiewicza; przypomniano o św. Józefie jako głowie rodziny, Opiekunie Chrystusa, wzorze dla każdego chrześcijańskiego męża i ojca. Do właściwego pojmowania rodzicielstwa odnosi się także tekst o telewizji, która w wielu domach stała się namiastką opiekuna-wychowawcy i fałszywym spoiwem życia rodzinnego.

Do pocztu parafii pw.św.Michała Archanioła trafił tym razem kościół pod tym wezwaniem, wzniesiony w Rzeszowie w l.80., staraniem bpa Ignacego Tokarczuka; do omówień nowości wydawniczych natomiast- album Kazimierza Wiśniaka o aniołach w królewskim (i anielskim) miasteczku, Lanckoronie, i wydana pod patronatem „KjB” książka Regollo i o.Talmelli, o rozpoznawaniu szatańskich zwiedzeń i sposobach obrony przed napaściami Złego Ducha.

W aktualnym numerze znalazło się również miejsce na stałe mini-kąciki: biblijny, ze stosownym cytatem zaczerpniętym z Księgi; modlitewny, z numerami tzw. pogotowia modlitewnego; poza tym, krótkie świadectwo o opiece Anioła Stróża; konkurs dla czytelników bieżącego numeru; przestroga przed jednym z popularnych symboli okultystycznych; terminarz peregrynacji figury św. Michała z Góry Gargano, z fotorelacją z jej nawiedzenia w różnych krajach świata oraz przedstawienie asortymentu dewocjonaliów związanych z kultem Wodza Zastępów Niebieskich; program „Anielskich rekolekcji” i XVI „Anielskiej Pielgrzymki”; formularz prenumeraty czasopisma; informację o możliwości wsparcia finansowego inicjatywy michalickiego zgromadzenia na Białorusi-budowy kościoła i centrum pastoralnego+listę dotychczasowych ofiarodawców; krzyżówka; dział przeznaczony w całości dla najmłodszych: z przypowiastką, opowiastką o duchowym przesłaniu, pierwszokomunijnymi pouczeniami, dowcipami i kolorowanką; zapowiedź Zjazdu Animatorów Rycerstwa; reklamę strony internetowej magazynu.

Magazyn Któż jak Bóg do kupienia w księgarniach katolickich, Empiku oraz na stronie www.kjb24.pl

 

Czy Bóg chciał zabić Mojżesza? „Któż jak Bóg” nr 3/4 2015

kjb24 (1)W Biblii znajdziemy wiele dziwnych fragmentów, które wprawiają w zakłopotanie. Nadzwyczaj tajemniczo brzmi na przykład opowieść o Mojżeszu, którego próbował zabić Bóg: „W czasie podróży w miejscu noclegu spotkał Jahwe Mojżesza i chciał go zabić. Sefora wzięła ostry kamień i odcięła napletek syna swego i dotknęła nim nóg Mojżesza, mówiąc: «Oblubieńcem krwi jesteś ty dla mnie». I odstąpił od niego [Jahwe].” (Wj 4, 24-26). Fragment ten (pochodzący z odległej kultury o zupełnie innej mentalności niż nasza) należy do tekstów, które egzegeci określają mianem: crux interpretum, wskazując na trudność w ich zrozumieniu i wielość sprzecznych ze sobą interpretacji.

Demon a nie Bóg?

Wielu liberalnych badaczy sądzi, że tekst Wj 4,24-26 przypisywany zwykle redakcji jahwistycznej, oryginalnie stanowił element jakiejś niezależnej tradycji, odziedziczonej np. od Madianitów. Popularna jest hipoteza, według której atakującym w tym opowiadaniu nie był pierwotnie Jahwe, ale jakiś lokalny demon (może demon pustyni albo bóstwo związane z aktualnym miejscem pobytu Mojżesza; por. też Rdz 32,23-33). Dopiero później ten lokalny demon został rzekomo zastąpiony osobą Jahwe. Część religioznawców wiązała całe to wydarzenie z tzw. prawem pierwszej nocy (ius primae noctis; por. Tb 8,3; 3,17), czyli zagrożeniem ze strony jakiejś nadprzyrodzonej istoty, skłonnej zabić podczas nocy poślubnej, choć jest to dziwne tłumaczenie, bo Sefora była żoną Mojżesza już od dłuższego czasu i zrodziła z nim już dwóch synów (por. Wj 2,22: Gerszom; Wj 4,20a; synowie; Wj 18,3: Gerszom i Eliezer).

Kto, kogo i komu?

W Biblii Tysiąclecia, według której zacytowałem ten fragment, pada imię Mojżesza, którego jednak w oryginale w ogóle nie ma. W interlinearnym przekładzie Anny Kuśmirek możemy przeczytać dosłowne tłumaczenie: „I stało się w drodze, w gospodzie, i spotkał go JHWH i zamierzał zabić go. I wzięła Cippora krzemień ostry i obrzezała napletek syna swego i dotknęła nóg jego i powiedziała: Bo oblubieńcem krwi ty (jesteś) mi. I odstąpił od niego” (cyt za. Hebrajsko-polski Pięcioksiąg, oprac. Anna Kusmirek, Vocatio, Warszawa 2003 s. 223). Jak widać narrator informuje tu o nocnej napaści Jahwe dokonanej na kogoś, określonego za pomocą zaimka osobowego w trzeciej osobie liczby pojedynczej (w. 24). Ten ktoś to najprawdopodobniej Mojżesz, ale jest także możliwe, że celem ataku był jego syn. W związku z zagrożeniem Sefora wykonuje tajemniczy rytuał obrzezania swojego syna (w. 25a) i jego napletkiem dotyka czyichś nóg (w. 25b), wypowiadając jednocześnie formułę słowną (w. 25c). W efekcie zagrożenie ustępuje (w. 26a). Pozwala to sądzić, że gest i słowa Sefory mają charakter rytuału chroniącego przed zagrożeniem utraty życia. Nie jest jednak wcale jasne, czyich nóg dotyka, choć z logiki opowiadania można wnioskować, że chodzi o tego, który został zaatakowany przez Jahwe (czyli Mojżesza albo jego syna).

 Anioł a nie Bóg?

Niezależnie od tego, czyje życie było zagrożone, w masoreckiej (hebrajskiej) wersji tekstu mowa jest bez wątpienia o Jahwe, jako sprawcy ataku. We wczesnym stadium rozwoju jahwizmu autorzy biblijni nie widzieli nic gorszącego w przypisywaniu Bogu Izraela także odpowiedzialności za zło (por. Am 3,6; Iz 45,6-7) lub postrzeganiu Go jako mocy zagrażającej życiu. Ponadto motyw Jahwe atakującego swego posłańca znany jest z Księgi Rodzaju, bo, jak pamiętamy, patriarcha Jakub doświadczył całonocnej walki z Bogiem, który zaatakował go w namiocie (Rdz 32). Wielu późniejszych komentatorów i tłumaczy próbowało złagodzić wymowę Wj 4,24-26 i zastąpić Boga kimś innym. W Księdze Jubileuszów atakującym stał się demon Mastema (Jub 48,1-4), a w Septuagincie (czyli starożytnym żydowskim przekładzie ST na język grecki) Boga zastąpił anioł: „W czasie drogi, na nocnym postoju, przybył do niego wysłannik (angelos) Pana i chciał go zabić. Wtedy Sefora wzięła ostry kamyk, odcięła napletek swego syna, położyła przy jego stopach [ewentualnie: upadła do jego stóp] i rzekła: Złożona tu jest krew z napletka mojego dziecka. I odstąpił od niego, bo ona powiedziała: Złożona tu jest krew z napletka mojego dziecka” (cyt. za Septuaginta, tł. ks. Remigiusz Popowski, Vocatio, Warszawa 2013, s.78-79).

Tłumacz Biblii Greckiej w celu uniknięcia antropomorfizmu, zastąpił w wersie 24 imię Boże Jahwe określeniem „angelos kyriou” (anioł Pana), a w wersie 25b zmodyfikował hebrajskie „wattagga’ leraglaw” („i dotknęła jego nóg”), tłumacząc ten zwrot jako: „kai prosepesen pros tous podas„, co może oznaczać także „upadła do jego stóp„, a to sugerowałoby, że chodzi raczej o stopy Anioła Pańskiego i czyni z gestu Sefory akt błagalny skierowany do anioła, aby nie szkodził Mojżeszowi. Złożenie napletka u stóp anioła miałoby wówczas charakter ofiarniczy.

Irracjonalne zachowanie Boga?

Oryginalny tekst hebrajski sugeruje natomiast, że Mojżesz uratował się tylko dzięki roztropności swojej madianickiej żony, Sefory, która wyczuwając grożące mu niebezpieczeństwo, wzięła do ręki krzemień i odciętym napletkiem syna dotknęła nóg Mojżesza (najprawdopodobniej jest to eufemizm oznaczający narządy płciowe). Zachowanie Boga z punktu widzenia naszej ograniczonej ludzkiej logiki wydaje się niezrozumiałe. Przecież sam Bóg kilka dni wcześniej wybrał Mojżesza. Zlecił mu ważną misję uratowania narodu wybranego z niewoli. Jak można pogodzić to z faktem że Bóg, który powołuje Mojżesza do wykonania tak wielkiej misji, następnie, z niezrozumiałych dla czytelnika przyczyn, próbuje go zabić dokładnie w momencie, kiedy ten znajduje się w drodze do Egiptu, gdzie ma wykonać swoje zadanie? Jahwe z zasady zawsze chronił tych, którzy zostali przez Niego wybrani i przeznaczeni do wykonania powierzonej im misji. Działanie Boga sprawia wrażenie irracjonalnego, gdyż stawia pod znakiem zapytania całą, precyzyjnie przygotowaną przez Niego samego, misję wyzwoleńczą wobec Izraelitów. Trudność ta znika, jeśli przyjmiemy, że zagrożenie życia dotyczyło syna Mojżesza, a nie samego Mojżesza, ale kontekst każe nam jednak przyjąć, że to Mojżesz został zaatakowany.

Bóg jako mściciel krwi

W taki czy inny sposób rabini winę za nocny atak Jahwe przypisywali samemu Mojżeszowi. Nie potrafimy jednak rozstrzygnąć, dlaczego Jahwe zaatakował Mojżesza (lub jego syna) i jakie były przyczyny Bożego gniewu. Innymi słowy, nie wiemy na czym polegała wina Mojżesza. Niektórzy uważają, że życie Mojżesza było zagrożone ze względu na popełnione w Egipcie morderstwo. A zatem motywacją ataku byłaby kara za zabójstwo. Mojżesz, po zabiciu Egipcjanina, uciekł do kraju Madianitów i znalazł tam azyl. Teraz, kiedy powracał do Egiptu, pomimo śmierci tych, którzy czyhali na jego życie (Wj 2,15; 4,19), nie mógł czuć się bezpieczny, gdyż rolę mściciela krwi przyjął na siebie sam Jahwe. Później, z woli Boga, w prawie nadanym na Synaju zostało zapisane, że sprawca nieumyślnego zabójstwa mógł być chroniony jedynie w tak zwanym „mieście ucieczki” wyznaczonym na azyl (por. Lb 35,26-27). Jeśli atak Boga został spowodowany zabiciem człowieka przez Mojżesza, to rytuał wykonany przez Seforę byłby jednocześnie aktem ochrony i oczyszczenia, przygotowującym Mojżesza do wypełnienia misji i niejako anulującym jego grzech. Dlaczego jednak pomazanie nóg Mojżesza krwią jego syna miałoby mieć taką moc, pozostaje tajemnicą.

Z powodu nieobrzezania syna

Wczesna egzegeza żydowska próbowała szukać przyczyn ataku Boga w fakcie, że jego syn z jakichś przyczyn nie był obrzezany. Bóg już Abrahamowi nakazał obrzezanie jako znak Przymierza. Hebrajczycy, zgodnie z kapłańską teologią przymierza zawartego z Abrahamem, byli zobowiązani do obrzezania niemowląt w ósmym dniu po urodzeniu (Rdz 17,12; por. Rdz 21,4; Kpł 12,3; Łk 1,59; 2,21). Zwyczaj obrzezania był dobrze znany także wśród sąsiadów Izraelitów (por. Jr 9,24-25), gdzie praktykowano go w wieku dojrzałym, traktując cały rytuał jako rodzaj inicjacji wprowadzającej do małżeństwa. Obrzezanie praktykowano również w Egipcie i prawdopodobnie Mojżesz, jak wszyscy pozostali Izraelici, został obrzezany jeszcze podczas pobytu w tym kraju (por. Joz 5,5.7.9). Po ucieczce z Egiptu zamieszkał w kraju Madian, ożenił się z Seforą, córką kapłana Reuela i spłodził z nią synów Gerszoma i Eliezera (Wj 2,21-22). Tego drugiego jednak nie obrzezał. Dlaczego? Jedni komentatorzy żydowscy wiązali to z wpływem Jetro, który nakłonił Mojżesza, aby przesunął moment obrzezania dopiero co narodzonego drugiego z synów, inni sugerowali, że opóźnienie obrzezania wynikało z zaniedbania samego Mojżesza lub sprzeciwu Sefory. W podobnym tonie wypowiadało się później także wielu badaczy chrześcijańskich (J. Wellhausen, E. Meyer, H. Gressmann, H. Kosmala i inni). Mojżesz podjął właśnie największe dzieło w starotestamentalnej historii zbawienia: miał wyzwolić Izrael z niewoli egipskiej i poprowadzić go ku górze Synaj, aby tam otrzymał Prawo. Bóg nie mógł więc pozwolić, aby wódz Izraela nie przestrzegał przykazania obrzezania, nie szanując tym samym pieczęci abrahamowego przymierza z Bogiem.

Oczywiście Bóg tak naprawdę nie chciał zabić Mojżesza, ale przypomnieć mu, że każdy potomek Abrahama, który nie zachowa nakazu obrzezania, nie będzie dopuszczony do kolejnego przymierza z Nim, a zatem i nieobrzezany syn Mojżesza nie będzie miał udziału w przymierzu zawartym na Synaju. Innymi słowy Bóg nie chciał śmierci Mojżesza, ale jego nawrócenia. Możliwe, że chodziło też o Seforę. Jeśli to ona wyraziła wcześniej sprzeciw wobec obrzezania, to teraz poznała, że Bóg jej męża jest Bogiem mającym autentyczną władzę nad życiem i śmiercią, dlatego sama obrzezała swojego syna, naprawiając wcześniejszy błąd.

Roman Zając

W najbliższą niedzielę 12.04 będziemy obchodzić Niedzielę Bożego Miłosierdzia. W związku z tym polecamy pozycję książkową”Święta Blogerka siostra Faustyna”. Autor: Marcin Kornas

Timage001ytuł: Święta Blogerka siostra Faustyna.
Autor:
Marcin Kornas

Wydawca: Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2015r.
Dane techniczne: format: 12,0 x 18,50 cm, s. 150, oprawa miękka
Cena detaliczna: 19,90 zł.
Dostępna: Książka dostępna w dobrych księgarniach, oraz na www.edycja.pl

Informacja o książce:
Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, że Dzienniczek siostry Faustyny to taki współczesny blog…

ze wstępu autora

Jak zachęcić do przeczytania książki o świętym? Nie jest to łatwe zadanie, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że taki święty już wiele lat temu pisał bloga, wówczas sprawa wygląda zupełnie inaczej. Autor ujawnia, jak Helena Kowalska (później Siostra Faustyna) doszła do stworzenia własnego bloga i co ma wspólnego Internet z Niebem. Zastanawiamy się nad tym nietypowym, bo książkowym wydaniu bloga poświęconego tej świętej. Książka napisana ciekawym i łatwym w odbiorze językiem. Można odnieść wrażenie, że Faustyna jest współczesną rówieśniczką dzisiejszej młodzieży. Nawet byłą modelkę Anię Golędzinowską blog Faustyny tak wciągnął, że postanowiła zmienić całe swoje życie, o czym pisze we wstępie do książki. Jeśli czujesz się młody (nie tylko ciałem!) i nie boisz się wyzwań, to książka jest właśnie dla Ciebie!

Informacja o autorach:

Marcin Kornas: urodzony w 1971 r. na Śląsku, wyemigrował do Niemiec, gdzie ukończył edukacje i pracował dla Diecezji Aachen (Akwizgran). W środowiskach młodzieżowych tworzył spektakle teatralne i musicale, jako scenarzysta, scenograf i aranżer muzyki. Po powrocie do Polski pracował w branży informatycznej, będąc jednocześnie ekspertem w szkoleniach dla wyższej kadry zarządzającej. Od ośmiu lat współpracuje z Wydawnictwem Misericordia przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach (początkowo jako tłumacz, później redaktor, grafik i reżyser publikacji multimedialnych).
Jest mężem, ojcem dwóch córek i członkiem Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych.

„Dzięki Faustynie Jezus dał mi zupełnie nowe życie

Miłosierdzie Boże naprawdę jest wielkie! Doświadczyłam tego sama na sobie, w moim własnym, bardzo skomplikowanym i trudnym życiu. Świętej Faustyny Kowalskiej nie znałam nigdy wcześniej. Aż do tego dnia…Wcześniej byłam modelką, chodziłam po najbardziej znanych mediolańskich wybiegach, występowałam w telewizji, żyłam luksusowo, bez ograniczeń, ale w świecie, gdzie było też wiele zła. W pewnym momencie takie szalone, ale właściwie puste życie zaczęło mnie męczyć. Szukałam czegoś, może Kogoś? Powoli zaczęłam podążać w kierunku Boga, aż w końcu porzuciłam cały ten kolorowy i dostatni, ale brudny świat. Niedługo po moim nawróceniu pojechałam do Medjugorie i zostałam tam na dłużej. Pozwolono mi zamieszkać przy klasztorze sióstr zakonnych. Zamknęłam się na dziewięć dni w małym drewnianym domku-pustelni, aby modlić się i pościć. Żadnego kontaktu ze światem. Zabrałam ze sobą jedynie Dzienniczek św. Faustyny, który znalazłam w klasztornej bibliotece, i Ewangelię. Tak właśnie poznałam Faustynę. Był to przypadek-nieprzypadek. Zainteresowałam się bowiem Dzienniczkiem tylko dlatego, że jego autorka miała polsko brzmiące nazwisko.

Przez te dziewięć dni byłam sama, nie rozmawiałam z nikim. Raz dziennie odwiedzała mnie tylko matka przełożona. Coraz bardziej doskwierał mi post o chlebie i wodzie. Po zmroku słuchałam dobiegającego z zewnątrz gwaru miasta i głęboko oddychałam świeżym powietrzem wpływającym przez małe okienka do drewnianej pustelni. Moje serce napełniało się coraz większym pokojem. Mój umysł unosił się swobodnie, niczym nieobciążony, i wydawało mi się, że dostrzegam pewne podobieństwo pomiędzy św. Faustyną a mną. Coś, co dla człowieka, który nie ma mocnej i głębokiej relacji z Bogiem, może się wydać szaleństwem, chorobą psychiczną. I ja wtedy tak się czułam, jakbym była jednym z tych szaleńców Bożych. Chciałam całym sercem wejść w lekturę tej książki. Nie ślizgać się jedynie po powierzchni, ale dotrzeć do najgłębszych pokładów zawartej w niej treści. Cisza i samotność bardzo mi w tym pomagały. Jestem przekonana, że gdybym sięgnęła po tę książkę jako lekturę na plażę, nie przeczytałabym do końca nawet jednej strony. Bardzo ważne jest, aby czytać to dzieło w skupieniu, w samotności, w gotowości, aby dać się kształtować zawartym tam słowom, aby pozwolić temu przesłaniu na przemienianie naszego serca, na umeblowanie go na nowo według Bożego projektu. Ważne jest również, aby ktoś, kto nie czyta w swoim życiu często i dużo, otworzył od czasu do czasu tę książkę i przeczytał choćby jeden rozdział, jedną stronę. Aby spróbował uczynić te słowa swoimi, aby przyjął je jako słowa Jezusa, który w tym konkretnym momencie chce do człowieka mówić, chce przemieniać jego serce, odpowiadać na jego pytania, pocieszać, uzdrawiać, dawać rady. Zanurzając się tę cudowną lekturę, zrozumiałam, co znaczy uczyć się samego siebie, poszukiwać Boga – Kogoś większego od nas, o Kim wiemy, że istnieje, ale nie jesteśmy w stanie Go pojąć. Doskwierający mi z powodu postu głód nie był już żadnym fizycznym dyskomfortem, ponieważ karmiłam się słowami Dzienniczka, tak jakby one były pokarmem, i próbowałam uczyć się tego wszystkiego, co Jezus dawał tej ubogiej, pokornej, świętej Siostrze i co stało się wielkim i pożytecznym darem również dla mnie. Jak wiele razy spotyka nas w życiu cierpienie? Jakże często mamy wrażenie, że otaczająca nas rzeczywistość jest niesprawiedliwa? Nasza dusza odczuwa w związku z tym wielki ból, który w niczym nie znajduje ukojenia. Może je znaleźć tylko w Bogu! Miłosierdzie Boże jest najwspanialszym źródłem oczyszczającym człowieka z jego cierpienia.

Często dzieje się tak, że przez długi czas żyjemy pogrążeni w rozpaczy i nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak się dzieje, jaka jest przyczyna naszej udręki, dlaczego Bóg nas karze. Dokładamy wszelkich starań, aby być jak najlepszym wobec innych, a oni ciągle są przyczyną naszych zranień i cierpienia. Wtedy nasze serce przenika duch złości, nienawiści czy zemsty, który nie pochodzi od Boga, ale od Szatana. Dużą część naszego czasu spędzamy, myśląc nad tym, w jaki sposób możemy odpłacić za to, co złego uczynili nam inni. Pamiętam, że wiele razy myślałam: Dlaczego ten ktoś, kto mnie skrzywdził, ma się dobrze, żyje szczęśliwie, kiedy tak wiele dobrych ludzi odchodzi przedwcześnie? Przecież to on powinien umrzeć za to, co mi zrobił, za morze cierpień, które przez niego musiałam znosić. Takim ludziom życzymy, aby przytrafiły im się jak najgorsze rzeczy. Tymczasem takie myślenie powoduje tylko nasze wypalenie i zgorzkniałość. Dzieje się tak dlatego, że nasze serce nie jest już w stanie otworzyć się na dobro. Udało mi się odkryć odpowiedź na powyższe pytanie i znaleźć antidotum na moje błędne myślenie. Jezus przez swoje nieskończone miłosierdzie i nieskończoną miłość do nas patrzy w głębię naszego serca i na nowo daje nam zdolność kochania. Abyśmy mogli wejść w nowe życie, życie wieczne, tu, na ziemi, musimy nauczyć się kochać. Tylko w ten sposób przygotujemy się i będziemy godni tego, aby wejść do raju. Kto jest gotowy, tego Pan zabiera do siebie. Może to jest klucz do zrozumienia faktu, dlaczego ludzie dobrzy czasem tak szybko umierają… Ponieważ tam, w niebie, czekają na nas rzeczy niewyobrażalnie większe, piękniejsze niż ziemska egzystencja. Jeśli Bóg uzna, że ktoś jest już gotowy na przejście, zostaje zabrany w cudowną przestrzeń raju. Jest to nagroda. Taki człowiek nie ma już żadnych pragnień, aby wrócić na ziemię. My opłakujemy jego śmierć, co jest zrozumiałe, bo przecież nawet Jezus płakał po śmierci swojego przyjaciela Łazarza. Płacz jednak to jedno, a rozpacz to coś zupełnie innego. Jeśli wierzymy w Boga, to wiemy, że któregoś dnia spotkamy się z Nim znowu. Chcę wierzyć, że Bóg zostawia tu, na ziemi, dłużej ludzi, którzy mają coś do odpracowania, dając im w ten sposób szansę, aby mogli zrozumieć swój błąd, nawrócić się, zmienić swoje życie i naprawić wyrządzoną krzywdę.

Dzięki Siostrze Faustynie zrozumiałam, że przebaczenie i miłosierdzie to dwa najważniejsze narzędzia do tego, aby móc zbliżyć się do Boga, aby mieć pokój w sercu, aby doświadczyć prawdziwej miłości. Kto czytał moją książkę Ocalona z piekła, ten wie, że miałam wiele powodów, aby nienawidzić ludzi, w tym także mojej matki za to, że zostawiła mnie, jak psa wyrzuciła z domu i ze swojego życia. Nienawidziłam jej z całego serca i życzyłam jak najgorzej. Później zrozumiałam, że muszę przebaczyć wszystkim, także tym, którzy w sposób niesprawiedliwy wyrządzili mi wiele zła. Zrozumiałam, że jeśli tego nie zrobię, to skrzywdzę samą siebie.Przebaczając, nie robi się tego tylko dla tych, którzy wyrządzili nam krzywdę, ale przede wszystkimdla siebie. W ten sposób nasza dusza wyzwala się z nienawiści, z tych wszystkich złych uczuć, które nie pozwalają otworzyć się na dobro, które uniemożliwiają łasce Bożej podjęcie jakiegokolwiek działania w człowieku. Wiele razy prosimy Boga o różne rzeczy, o pomoc, szczególne łaski. Ale jeśli nasze serce pełne jest śmieci, pełne jest woli zemsty i sprawiedliwości według zasady oko za oko, to gdzie Bóg ma zmieścić te łaski? Nie ma na nie miejsca. Kiedy rzeczywiście udało mi się przebaczyć, moje kamienne serce rozpadło się na milion kawałków i poczułam wielką ulgę, niesłychaną lekkość. Po wielu latach mogłam na nowo przytulić moją mamę. Płakałyśmy obie. Przeprosiłyśmy się nawzajem. I dopiero wtedy zauważyłam i zrozumiałam, że nie miałam prawa obarczać ją winą za to, że nie była dobrą matką, ponieważ ona też kiedyś była dzieckiem, ona także nosiła w sobie wielkie pragnienie miłości, ale nikt jej nie nauczył ani kochać, ani przebaczać. Nikt jej nie powiedział, czym jest miłosierdzie… Dlatego i ona nie umiała mi tego dać ani mnie tego nauczyć. Nie ma innej drogi do nieba niż przebaczenie.

Nie ma innej drogi do uwolnienia się od własnych cierpień niż przebaczenie. Tak jak Jezus przebaczył mi moje grzechy i chciał na nowo wziąć mnie w swoje ramiona, tak ja muszę przebaczać i żyć przebaczeniem na co dzień. Wiem, że w czasie egzorcyzmów Szatan wiele razy mówi: „Nie chcę znać Boga miłosiernego, chcę Boga sprawiedliwego!”. Ale nie ma sprawiedliwości bez przebaczenia. Jest to temat, który nigdy nie przestanie być aktualny. Ponieważ każdy z nas chce być kochany, rozumiany, każdy pragnie przebaczenia. Modląc się modlitwą, której nauczył nas Jezus, wypowiadamy słowa: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Prosimy więc: „Boże, przebacz nam taką miarą, jaką jest nasze przebaczenie wobec innych ludzi”. Jak więc moglibyśmy myśleć, że zasłużyliśmy na niebo, jeśli będzie choć jedna osoba, której nie wybaczyliśmy? Jezus Miłosierny, którego poznałam dzięki św. Faustynie, uczy nas właśnie tych dwóch rzeczy: przebaczenia i pokory.

Dzięki lekturze Dzienniczka odkryłam również, że jest taka rzeczywistość, którą nazywamy czyśćcem. Wcześniej nie widziałam, że dusze mogą trwać w takim miejscu, że mogą znaleźć się w sytuacji, z której same nie mogą się uwolnić, ale którym my możemy pomóc, modląc się za nie i błagając Boga o miłosierdzie nad nimi. One bardzo cierpią, ponieważ w swoim ziemskim życiu nie udało im się zapracować na niebo. To jest miejsce oczyszczenia, gdzie, owszem, doświadcza się cierpienia, ale dlatego, że człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich grzechów, z tego, że być może za mało kochał, za mało było w nim przebaczenia, zbyt mało czasu poświęcił na uwielbienie Boga. Nie było w nim szacunku do tego wszystkiego, co Bóg mu dał, do ciała, zdrowia, rodziny, stworzenia. Prawdziwym cierpieniem jest piekło – stan wiecznego oddalenia od Boga bez cienia nadziei na Jego bliskość. Cierpienie w czyśćcu to cierpienie z nadzieją na bycie blisko Boga. Bardzo ważne jest, aby był ktoś, kto będzie się modlił o uwolnienie dusz z czyśćca. Taka modlitwa ma wielką moc u Boga. Warto więc wstawiać się za tymi, których już nie ma wśród nas, a którzy być może czekają jeszcze w czyśćcu na pełne oczyszczenie i moment zjednoczenia z Bogiem w niebie. Pamiętajmy więc o duszach cierpiących w czyśćcu. Naprawdę możemy im pomóc!

Tego wszystkiego nauczyłam się, czytając Dzienniczek Siostry Faustyny. Jest tam o wiele więcej ciekawych rzeczy, o których nie wspomniałam, bo chcę dać Wam możliwość, abyście sami odkryli postać tej wielkiej. Świętej oraz przesłanie, jakie za jej pośrednictwem Jezus Miłosierny dał całemu światu. Zanurzcie się w tajemnicy Bożego miłosierdzia, a zyskacie bardzo wiele.Po dziewięciu dniach mojego postu w Medjugorie trzymałam w ręku Dzienniczek i w głębi serca usłyszałam głos, który mówił do mnie bardzo wyraźnie: „Zostaw wszystko i chodź za Mną”. Zostawiłam więc wszystko i poszłam za tym głosem. Tak Jezus dał mi zupełnie nowe życie.”

Anna Golędzinowska

„Któż jak Bóg” Dwumiesięcznik o Aniołach i życiu duchowym. Potęga modlitwy do św. MichałaPotęga modlitwy do św. Michała

kjb24

Potęga modlitwy do św. Michała

 Czy naprawdę wiemy, o co się modlimy? Czy zdajemy sobie sprawę z potęgi naszej modlitwy? Czy wierzymy, że Bóg słucha nas nieprzerwanie i cieszy się, gdy rozmawiamy z Nim i Jego aniołami? Oto medytacja nad modlitwą papieża Leona XIII, która pomoże nam zrozumieć i lepiej poznać Księcia Niebieskich Zastępów. Modlitwę rozpoczynamy wezwaniem „Święty Michale Archaniele”. Wiemy zatem, że mamy nie tylko czcić aniołów, ale również ich wzywać. Bóg pragnie, byśmy prosili ich o pomoc w wypraszaniu łask. Ich wstawiennictwo u Boga jest o wiele skuteczniejsze niż nasze własne starania. Kim jest św. Michał, którego wzywamy na początku modlitwy? Jest on nie tylko największym spośród dobrych duchów, ale także tym, który zachęca nas do zdobycia nieba i dołączenia do jego zastępów. Zauważmy: Michał należy do chóru archaniołów – „archanioł” oznacza anioła głównego, najważniejszego, prowadzącego. To właśnie Michał poprowadził resztę aniołów do kluczowej bitwy w dziejach stworzenia, bitwy pomiędzy tymi, którzy obrali Boga za swojego Pana a tymi, którzy wymówili Bogu posłuszeństwo.

 Nieustanna wojna

Pierwsza prośba to „broń nas w walce”, po łacinie „defende nos in proelio”. Słowo „proelio” nie oznacza zwykłej bitwy, walki, lecz nieustającą wojnę. Czy nam się to podoba czy nie, czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie, wszyscy zostaliśmy zwerbowani do wojska Kościoła Wojującego. Podobnie jak Michał i jego aniołowie, my również toczymy wojnę z siłami ciemności. Bylibyśmy ślepi, gdybyśmy uważali siebie za stworzonych tylko dla świata materialnego. Nasze życie tu na ziemi to ustawiczna wojna, dlatego prosimy św. Michała o pomoc przeciw złym duchom. Kieruje nimi „Książę tego świata”. To nie jest figura stylistyczna, według definicji chrześcijańskiej księciem tego świata jest Szatan. Dlatego przyznajmy: potrzebujemy pomocy aniołów. Zacięta walka toczy się bowiem na terenie naszego ducha, w głębi naszych dusz i naszej woli. Skoro jest to walka duchowa, najlepszą pomoc możemy otrzymać właśnie od duchów niebieskich.

 Słodkie pokusy

Następnie wypowiadamy słowa: „a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha”. Diabeł jest niegodziwy z natury. Jego natura, w przeciwieństwie do naszej, nie tylko jest upadła. Natura diabła jest do szpiku zła. O co się więc modlimy? Byśmy otrzymali światło dla rozumu i siłę dla woli przeciw chytrości, przebiegłości, oszustwom, kłamstwom i szatańskim intrygom złych duchów. Przypomnijmy sobie kuszenie Ewy w rajskim ogrodzie. Diabeł nigdy nie okazuje całej swej niegodziwości, kiedy chce nas do czegoś nakłonić. Jest na to zbyt mądry. Nie ma pokusy nieprzyjemnej. Wszystkie pokusy szatańskie są atrakcyjne, słodkie i piękne. Diabeł może nawet wykorzystać naszą wiarę, nasze pobożne gesty, czy też język religii. Wszystko po to, byśmy poszli za nim!

Niech Bóg weźmie sprawy w swoje ręce

„Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy…” – zauważmy pewną zmianę. Wcześniej wzywaliśmy św. Michała, teraz zwracamy się do Boga bezpośrednio, prosząc Go, by wziął sprawy w swoje ręce, by odebrał diabłu władzę oszukiwania nas. Podkreślmy, iż główną taktyką szatańską jest kłamstwo. Prosimy więc Boga o trzy łaski niezbędne do osiągnięcia nieba i uniknięcia piekła:

Łaskę rozpoznania knowań diabelskich. Potrzebujemy światła Bożego dla rozpracowania szatana, który zawsze udaje anioła światłości.

Łaskę siły, byśmy mogli oprzeć się Szatanowi, co jest możliwe jedynie z mocy Bożej.

Łaskę ochrony przed nami samymi, gdy bezmyślnie wystawiamy się na pokusy, zamiast starać się o cnotę roztropności. Modlimy się do Boga za wstawiennictwem św. Michała. O co się modlimy? O łaskę Bożą, byśmy potrafili przeciwstawić się pokusom i o łaskę zrozumienia. Zrozumienia czego? Tego, że możemy być zwiedzeni przez złego ducha, który jest wielkim uwodzicielem. Kto osiągnie niebo? Ci, którzy się modlą. Kto nie zostanie zbawiony? Ci, którzy się nie modlą. Szatan wykorzystuje ludzi jako swoje marionetki. Wielu jego wyznawców zajmuje wysokie stanowiska w państwowych urzędach na całym świecie. Powinniśmy rozpoznawać sytuacje, w których diabeł próbuje nas odwieść od posłuszeństwa i wierności Bogu.

Sami jesteśmy niczym

„A Ty, Książę Wojska Niebieskiego… mocą Bożą”. My katolicy wierzymy, że św. Michał jest szczególnie blisko Boga i może wypraszać nam wiele łask. Wzywamy św. Michała, by wstawiał się za nami u Boga. Jego rola nie zmieniła się w ciągu wieków historii ludzkiej i anielskiej. Prowadził aniołów do walki na początku dziejów i robi to również dzisiaj. Ta sama wojna, która rozpoczęła się na początku świata, toczy się także dzisiaj. Jest to duchowa wojna między dobrymi i złymi duchami oraz między nami, ludźmi, a demonami. Jakże potrzebujemy pomocy św. Michała! Sami, ze swoimi wątłymi siłami, jesteśmy niczym wobec legionu demonów. Potrzebujemy nieustannej pomocy Boga. Stwórcy spodobało się udzielać nam pomocy przez swoich aniołów. Wiara mówi nam, że odkąd złe duchy zostały strącone do piekła przez zastępy aniołów pod wodzą św. Michała, bez ustanku knują przeciw nam. Bóg dał nam aniołów, wysłanników z nieba, by przekazywali nam wolę Bożą oraz ramię w ramię z nami walczyli z demonami. Bez ich pomocy nie mamy żadnych szans.

Kuszenia nie unikniemy

„Szatana i inne duchy złe… strąć do piekła”. Szatan to inne imię Lucyfera. Podobnie jak św. Michał jest wodzem duchów niebieskich, tak Lucyfer rządzi demonami w piekle. Słowo „szatan” oznacza „przeciwnika” lub „oskarżyciela”. Jest on bardzo przebiegły! Jako genialny intrygant, świetnie potrafi kusić nas, ludzi, do spiskowania przeciw Bogu. Pamiętajmy, Szatan jest księciem tego świata i stara się przeniknąć do najwyższych kręgów władzy. Co oznacza nasza prośba, by św. Michał strącił do piekła Szatana i inne złe duchy? Prosimy, by św. Michał trzymał Szatana z daleka od nas, by nie udało mu się nas zwieść. Nie jesteśmy w stanie pojąć tajemnicy kuszenia, coraz lepiej jednak rozumiemy, coraz lepiej wierzymy, że wrogowie naszych dusz ciągle knują przeciwko nam. Ale uwaga: nie prosimy o uwolnienie nas od pokusy. Jeśli sam Chrystus doznawał kuszenia, bądźmy pewni, że również my doświadczymy podobnych przeżyć. Jest to pewna część Jego planu wobec nas. W modlitwie błagamy św. Michała, by do piekła wysłał Szatana i jego pobratymców – bez nas. Pamiętajmy o dwóch przyimkach: błagamy o zbawienie nas „dla” nieba, a „od” piekła.

Uciec przed śmiercią duszy

Szatan, „który na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krąży”, dyszy żądzą, by pozbawić nas duszy. Udało mu się z powodzeniem wprowadzić jedną śmierć do naszego życia: śmierć naszych ciał. Wiara mówi nam, że gdyby Pierwsi Rodzice nie zostali skuszeni przez diabła, gdyby pozostali wierni Bogu – zarówno oni, jak i my, ich potomkowie, cieszylibyśmy się życiem wiecznym. Bóg bowiem zamierzył dla nas nieśmiertelne ciała i dusze. Diabeł osiągnął sukces: ludzie stali się śmiertelni. O co zatem prosimy św. Michała? By uchronił nas przed drugą śmiercią – śmiercią duchową. Upadłe anioły po buncie doświadczyły śmierci duchowej. Błagamy o pomoc św. Michała, by nam nie przydarzyło się to samo. Piekło powstało wtedy, gdy stworzenia Boże odmówiły poddania swej woli Bogu. Innymi słowy, modlimy się o łaskę wytrwałości i łaskę życia wiecznego, gdy nasze ciała umrą. Będziemy żyć nadprzyrodzonym życiem Boga i, tak jak aniołowie, osiągniemy niebo.

***
Maryjo, Królowo aniołów, wyproś nam u Jezusa największy dar naszego życia: dar życia z Twoim Boskim Synem w wieczności, gdzie Ty razem ze św. Michałem i wszystkimi aniołami i świętymi nas oczekujecie. Amen.

tłum. i oprac. A. Pawłowska

 Opracowanie na podstawie: Fr John A. Hardon SJ, „Meditations on the Angels”, str. 147-152.

źródło: http://kjb24.pl/

„Któż jak Bóg” Dwumiesięcznik o Aniołach i życiu duchowym – nr marzec/kwiecień 2015 – Polecamy

Ktoz jak Bog nr 2-2015 _DRUK.inddAniołowie nieustannie prowadzący ludzi do Boga

Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę […]. Na dobrym pastwisku będę je pasł, na wyżynach Izraela ma być ich pastwisko […]. Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko – wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie (Ez 34, 11.14a-16). Kościół święty to Nowy Izrael. A jego wyżyny to Jezusowy, ewangeliczny styl życia. To tam Bóg nas prowadzi i karmi posługą pasterzy Kościoła i świętych Aniołów.

Dom wiarą oddychał…

Domenico Giuliotti (1877-1956), poeta i pisarz, urodził się we Włoszech w pobliżu Florencji w rodzinie, w której wprost „oddychało się” wiarą katolicką. Oto jak wspomina on swoje dzieciństwo i dom rodzinny: „Moje dzieciństwo upływało w starej odludnej willi, położonej na szczycie pagórka. Otaczały mnie osoby naprawdę czyste i świątobliwe, babcia, rodzice i rodzeństwo. Były to czasy, kiedy mieszkańcy wiosek, po ciężkim dniu pracy na roli, gromadzili się w kuchni, rozjaśnionej jedynie ogniem z pieca i klęcząc na podłodze odmawiali różaniec, podczas gdy w wielkim rondlu przysmażyła się cebula do zupy zjadanej później z kromką czarnego chleba.
Mój ojciec, potomek zubożałej szlachty, pełnił obowiązki ekonoma w dużym gospodarstwie rolnym zamożnej rodziny szlacheckiej. Był dobry dla ludzi, wprost przyjacielem i ojcem dla swoich podwładnych. Moja matka, wywodząca się z rodziny chłopskiej, szlachetna, pracowita i gospodarna, swoje domowe obowiązki przeplatała modlitwą. Rano obowiązywała krótka modlitwa dziękczynna do Pana za szczęśliwie minioną noc, a następnie prośba o Boże błogosławieństwo na nowy dzień pracy. W południe, zanim usiadło się do posiłku, odmawialiśmy Anioł Pański, a wieczorem przed pójściem do łóżek, mówiliśmy Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Wierzę w Boga. Modlitwy te odmawialiśmy wspólnie z rodzicami i spływały one do naszych serc jako życiodajne światło”.
Niestety w latach młodzieńczych Domenico Giuliotti brutalnie odwrócił się od Chrystusa i stał się zaciętym wrogiem Kościoła i wszystkiego, co miało jakikolwiek związek z chrześcijaństwem. Stał się – jak sam to określił – „zwolennikiem Antychrysta”. Ale od tego momentu – jak wspomina – jego serce nie zaznawało pokoju. W poszukiwaniu pokoju serca, chętnie udawał się w góry, gdzie cisza i piękno przyrody dawały mu chociaż namiastkę wewnętrznego pokoju i równowagi. Lecz ciągle brakowało mu czegoś i nadal tego poszukiwał. Z czasem zrozumiał, że to sam Bóg przemawia do niego pięknem przyrody i niepokojem serca. I tak stopniowo rozpoczęła się jego powrotna droga ku Bogu.

Opatrznościowe spotkanie

Pewnego dnia, wędrując górskim szlakiem, usłyszał szczekanie psa. Domyślił się, że w pobliżu jakiś pasterz wypasa swoje owce. Coś mu mówiło, by zbliżył się do niego. Spotkał się z życzliwym i zapraszającym uśmiechem. Pasterz nie miał więcej niż pięćdziesiąt lat, chociaż jego siwiejąca długa broda, przydawała mu wieku. Głos miał miękki i łagodny, z pewnym zaśpiewem miejscowej gwary. Z kilku zdań, które wypowiedział, od razu było widać jego stateczność i rozsądek. Wypowiadał słowa wolno i rozważnie, jakby liczył złote monety.
Domenico Giuliotti natychmiast nabrał do niego zaufania i zaczął mu się zwierzać z tego, co niepokoiło jego serce. Wówczas pasterz rzekł: „W tych sprawach, to ksiądz może ci najwięcej pomóc. Mnie pomógł i to bardzo. Dzięki niemu odnalazłem drogę do Boga i do siebie. Wiesz, kiedyś w latach młodzieńczych, na weselu mojego kolegi, wdałem się w bójkę i zdzieliłem kogoś nieco za mocno. Broń Boże, żył jeszcze, ale od tego czasu niknął w oczach, a po roku zmarł. Czułem straszne wyrzuty sumienia. Nie umiałem sobie znaleźć miejsca. Rozgoryczony i zagubiony udałem się do babki po radę.
– Idź do księdza – powiedziała. Poszedłem. Miałem z nim kilka rozmów. Przy jednej z nich, poradził mi:
– Udaj się do jego matki i proś o przebaczenie. – Zdębiałem. – Idź, nie bój się! Gdy otrzymasz jej przebaczenie, wróć do mnie, a ja ci dam rozgrzeszenie. – Poszedłem. Rzuciłem się przed nią na kolana i szlochając powiedziałem:
– Matko, przebacz mi. Nie chciałem tego uczynić. Naprawdę, nie chciałem. Stało się. Niechcący, stało się.
– No tak, czasem coś się zrobi, co ciąży przez całe życie i czego się później bardzo żałuje.
– Matko, mogę wam odrobić pracą na roli. Jakoś wynagrodzić za uczynione zło.
– Nie ma ceny za życie ludzkie. Jest bezcenne. Niczym go nie zapłacisz.
– Chcę to jakoś wynagrodzić. Muszę to zrobić, bo inaczej zwariuję.
– Jest na to sposób, jeden jedyny. Bądź dobrym człowiekiem. Czyń dobro każdemu, kogo napotkasz, a przede wszystkim broń ludzkiego życia. Ono jest największym Bożym darem. Broń życia. Tylko tego od ciebie oczekuję.
Gdy powstałem z klęczek, czułem jakby mi skrzydła urosły. Jej oczy przez łzy mówiły mi: „Przebaczam! Pamiętaj, bądź dobrym człowiekiem! Broń życia, broń ludzkiego życia!” Wkrótce potem założyłem rodzinę. Bóg dał nam siedmioro dzieci. Z mojej pracy jakoś wystarcza nam na utrzymanie. Czujemy się zadowoleni i szczęśliwi”. Czytaj dalej

Wywiad z Normą McCorvey. Rozmawia reżyser filmu „DOONBY” Peter Mackenzie.

Wywiad z Normą McCorvey – DOONBY from Dom Wydawniczy RAFAEL on Vimeo.

Norma McCorvey (na zdjęci obok), była ikoną ruchów proaborcyjnych. Jej sądowa sprawa z początku lat 70. XX wieku znana jako Roe przeciw Wade’owi doprowadziła do legalizacji w USA aborcji na życzenie. image001
Od tego momentu w Stanach Zjednoczonych przeprowadzono około 50 milionów aborcji. W 1995 roku przeżyła nawrócenie i od tego czasu stała się obrończynią życia. Zagrała epizodyczną rolę w filmie Doonby. Każdy jest Kimś.