Książka „Papież Jan Święty” Marco Roncalli

„Jan XXIII był przewodnikiem prowadzonym przez Ducha Świętego, przez posłuszeństwo. (…) Przyszły papież Jan przeżył oczyszczenie, które dało mu moc zupełnie oderwać się od siebie samego i przylgnąć do Chrystusa, a to pozwoliło ujawnić się jego świętości, którą Kościół potem oficjalnie uznał. (…) Tu jest prawdziwe źródło dobroci papieża Jana i źródło pokoju, który rozsiewał w świecie, tu są korzenie jego świętości, w tym jego ewangelicznym posłuszeństwie”.
(papież Franciszek,
3 czerwca 2013)

 Książka „Papież Jan Święty” Marco Roncallego wprowadza Czytelnika w rzeczywistość Kościoła smaganego wydarzeniami, które wstrząsnęły całym ówczesnym światem. To zarazem historia „dobrego papieża Jana”, którego Bóg postawił w wielu miejscach i sytuacjach, gdzie należało bronić człowieka, wiary i Kościoła. Jego wyniesienie na ołtarze jest uznaniem tej drogi do świętości, którą podjął już, jako kleryk i przez całe życie pieczołowicie realizował, a przy tym stawiał sobie coraz to wyższe wymagania. W swoim „Dzienniku duszy” zapisał takie wyznanie, skierowane do Matki Bożej: „Ty mnie rozumiesz. Uczyń mnie pokornym, a będę święty. (…) Ode mnie, kleryka Angela Roncallego, Jezus oczekuje nie cnoty przeciętnej, ale najwyższej. Nie będzie zadowolony ze mnie, dopóki nie stanę się lub przynajmniej nie będę się starał być święty”. 

"Sotto il Monte – Ca’Maitino, 1 stycznia 2014

Rok ogłoszenia Jana XXIII świętym

Z niewypowiedzianą wdzięcznością pozdrawiam papieży, których Jan XXIII spotkał w swoim życiu: papieża Piusa X, który 11 sierpnia 1904 roku przyjął księdza Angela Roncallego w Watykanie i po celebracji Mszy prymicyjnej w Grotach Watykańskich życzył mu, aby jego posługa „była przyczyną pociechy dla Kościoła powszechnego”; papieża Benedykta XV, którego życzeniem w 1920 roku było, aby ksiądz Roncalli pracował w Rzymie w Kongregacji Rozkrzewiania Wiary; papieża Piusa XI, który wysłał go jako swego przedstawiciela do Bułgarii, Turcji i Grecji; papieża Piusa XII, który go wyznaczył na nuncjusza we Francji, a potem mianował kardynałem i uczynił patriarchą Wenecji. Pozdrawiam również papieża Pawła VI, który doprowadził do końca Drugi Sobór Watykański, rozpoczęty przez Jana XXIII; papieża Jana Pawła I, który w swoim jedynym orędziu papieskim, jakie wygłosił, podjął jego myśl i mówił o wierności i odnowie; papieża Jana Pawła II, który odwiedził jego rodzinną miejscowość i docenił cnoty i zasługi miejscowych rodzin i ich tradycje, a w stulecie jego urodzin wspaniałą homilią wyprzedził jego beatyfikację; papieża Benedykta XVI, który opiewał jego ewangeliczną prostotę i roztropność; papieża Franciszka, którego wierni nazywają następcą papieża dobroci. Po raz pierwszy Jana XXIII nazwano „papieżem dobroci” w rzymskiej parafii San Tarcisio w Niedzielę Palmową 7 marca 1963 roku. Kiedy wizytował tamtejszą wspólnotę parafialną, trwała kampania wyborcza, jednak sekretarze rywalizujących ze sobą partii jednomyślnie postanowili usunąć propagandowe transparenty i zastąpić je innymi: „Niech żyje dobry papież!”. Wydarzenie to było przykładem, że można się zjednoczyć przy wspólnym ojcu. Takie zawołanie nie zamykało papieża w ciasnych ramach jakiejkolwiek dobroci. Na swój sposób wyjaśniają to słowa ambasadora Kanady w Paryżu Georges’a Vaniera, który w imieniu korpusu dyplomatycznego dziesięć lat wcześniej żegnał nowego patriarchę Wenecji, opuszczającego Paryż: „Czytałem, że Bergamo słynęło niegdyś z trzech rzeczy: wytwarzania wina, produkcji jedwabiu i wydobycia żelaza. Wino z Bergamo, Eminencjo, to jakby bogactwo waszego serca i żywotność waszego ducha. Jedwab przypomina waszą delikatność i wyczucie niuansów w służbie dyplomatycznej. Pochodząc z kraju jedwabiu, w żaden sposób nie jesteście, Eminencjo, podobni do tych surowych kardynałów z obrazów Goi. Z zahartowaną siłą słodyczy przypominacie raczej postaci z obrazów Raffaella. Co do żelaza z Bergamo, przywodzi ono na myśl solidność zasad, które inspirują wasze życie, i stałość charakteru, który trzyma się prawdy. (...) Jesteście, Eminencjo, w pełni sił i z pewnością macie przed sobą wiele lat, w których będziecie mogli nadal szczęśliwie pełnić posługę pasterza” (A.G. Roncalli, „Souvenirs d’un Nonce”, Roma 1963).
Czytaj dalej

Czy diabeł boi się Jana Pawła II?

Powodów szczególnego zainteresowania Janem Pawłem II ze strony Złego jest kilka. Po pierwsze, Niewiasta z Protoewangelii i z Apokalipsy, z którą Papież związał się w sposób całkowity. Trwa odwieczna walka Szatana z Maryją i Jej potomstwem. Stąd każdy czciciel Matki Najświętszej poznaje smak przeciwności szatańskich – tego właśnie doświadczył Karol Wojtyła.

Po drugie, Szatan atakuje przede wszystkim świętych, tych, którzy niweczą jego plany. A wiemy, że Jan Paweł II był wielkim świętym i że odebrał piekłu wiele dusz. Na działalność Papieża diabeł nie mógł patrzeć obojętnie. Po trzecie, szatańska strategia kierowana jest nade wszystko na pasterzy. Demony z rozmysłem atakują fundamenty Kościoła. To oczywiste: szary człowiek może się zbawić, może też pomóc w zbawieniu kilku ludziom. Większym zagrożeniem jest kapłan, zakonnik, jeszcze większym biskup. Największym pasterz, który prowadzi cały Kościół. On może ocalić przed piekłem miliony! Stąd dzieje papiestwa to historia walki z Szatanem. Nie inaczej było w „polskim” pontyfikacie.

Papież w objawieniach

Rzadko bywa, by ktoś z ludzi żyjących na ziemi stawał się tematem objawieniowych rozmów i wizji. Tymczasem Jan Paweł II był wielokrotnie wspominany przez Jezusa i Matkę Najświętszą w najróżniejszych objawieniach. Nie mamy tu na myśli wizji wątpliwych; mówimy o wiarygodnych dla katolików źródłach: o zatwierdzonych w 2003 roku objawieniach w Amsterdamie czy uznanych w 1987 roku objawieniach w wenezuelskiej Finca Betania. Dodajemy w tym miejscu głos ks. Stefano Gobbi z Włoch, popieranego przez wielu hierarchów, czy świadectwo amerykańskiej „Anny”, której zeszyty zawierające treści rozmów z Jezusem i Maryją mają wsparcie Kościoła. Mamy nawet Fatimę z jej trzecią częścią sekretu i „biskupem w bieli”, którym miał być Jan Paweł II. I wizję, jaką w godzinie śmierci miała siostra Łucja. W niej żyjący jeszcze Papież był mieszkańcem nieba…
O czym mówią te objawienia? W Amsterdamie Zbawiciel kieruje do Jana Pawła II słowa: A ty, mój Najwyższy Pasterzu, jeszcze bardziej otworzę twe oczy i uszy. Będziesz Mistrzem budującym czasy obecne i następne pokolenie! W Finca Betania Maryja prosi o modlitwę za Papieża, który jest Jej umiłowanym synem i ma do spełnienia kluczową misję w świecie. Tam też 12 maja 1981 roku daje wizjonerce do zrozumienia, że nazajutrz Jan Paweł II stanie się ofiarą zamachu! Objawienia jednoznacznie podkreślają, że Papież Polak był pod szczególną opieką Maryi, ale zaznaczają też, że otrzymał wyjątkową misję, która potrzebowała wielkiej modlitwy Kościoła.
Czytaj dalej

Pogańskie światło Gallaghera

 Liam Gallagher, ekswokalista zespołu Oasis, to piosenkarz znany nie tylko na Wyspach Brytyjskich. Także w Polsce jest postacią dobrze rozpoznawalną. 10 czerwca 2013 roku jego nowa formacja Beady Eye wydała swój drugi album – „BE”, będący dowodem nie tylko ewolucji brzmieniowej grupy, lecz także złośliwego antykatolicyzmu lidera kapeli.

 Wprowadzenie w rytuał

 Teledysk do utworu „Shine A Light” to jakby ciąg dalszy uderzenia w katolików zaprezentowanego przez Davida Bowie w klipie „The Next Day”. Sam tekst piosenki nie pobudza do dyskusji. Porusza temat światła jako symbolu drogi, nadziei, zwieńczenia lub apokalipsy. Oczywiście warstwa poetycka utworu nie zawsze musi być zrozumiała czy jednoznaczna, dlatego kluczem do pełnej interpretacji – zwłaszcza we współczesnych czasach cywilizacji obrazkowej – jest sugestywność klipu. W teledysku „Shine A Light” Gallagher wciela się w antypatycznego katolickiego księdza biorącego udział w obżarstwie i pijaństwie. Zebranemu gronu osób towarzyszy zadziwiająco skromna zakonnica, która wydaje się zażenowana swoją obecnością przy stole. Kolejne sekwencje ukazują jednak, że być może skrywa ona pewien sekret – tak chętnie rozwijany w antyklerykalnych opowieściach o domach zakonnych, których mieszkanki oddają się prastarym kultom bożków i rozpuście. Gallagher nie napisał jednak piosenki na potrzeby partii komunistycznej. Po co więc nakręcił taki teledysk? U podstaw może tkwić pragnienie, by obnażając rzekomą hipokryzję religii, wynieść na piedestał i postawić w centrum siebie – człowieka jako boga albo nawet Szatana. Efekt jest pretensjonalny.

Kłamliwe światło

Magiczna inicjacja młodych dziewczyn (zakonnic?) ciemną nocą tworzy pogańskie tło dla zachowań przy stole. Noc Walpurgii, noc Kupały, noc przesilenia… Czym jest więc wyśpiewywane przez Gallaghera światło? To światło świata znane z pogańskich wierzeń, związane z oddaniem cielesnym, które zresztą jest również odzwierciedlone w symbolice klipu, choć nagość modelek skupionych wokół ubranego na czarno wokalisty raczej przypomina skandalizujący utwór „Reich&Sexy” grupy Die Toten Hosen, niż uwidacznia najbardziej oczywisty podtekst teledysku – że to Liam Gallagher jest owym ogniem, od którego bije światło. Dodajmy od siebie: zimnym ogniem (You’re the Sun, you’re the light). To człowiek, który stawia siebie w miejsce Boga – jako dawca światła. Jednak taka uzurpacja prowadzi zawsze do przyjęcia innej roli: „niosącego światło” – Lucyfera.
Czytaj dalej

o. Robert Konik: „Można napić się trucizny i nie wiedzieć że to trucizna”

Dziękujemy redakcji Frondy za podanie informacji o naszym serwisie. Każda informacja w mediach na nasz temat umożliwia nam dotarcie do nowych odbiorców i uzupełnienie naszej bazy o kolejne pozycje.
Redakcja Jezusuzdrawia.pl

Ktoś może interesować się satanizmem tylko z punktu wiedzenia naukowego, czyta biblię szatana, odwiedzać satanistyczne strony internetowe, ale nawet to jest bardzo niebezpieczne – mówi o. Robert Konik.

Dziś w każdej diecezji w Polsce odprawiane są nabożeństwa z modlitwą o uwolnienie czy uzdrowienie. Nie gorszy nas już widok ludzi, którzy przewracają się, bo mają spoczynek w Duchu Świętym, ani to, że ktoś nagle zaczyna mówić w jakimś niezrozumiałym języku. Na takich nabożeństwach dzieją się niezwykłe rzeczy – nagle ktoś, kto przez kilkanaście lat był przykuty do wózka wstaje i zaczyna chodzić o własnych siłach, ktoś dostaje słowo poznania albo słyszy proroctwo. Czy jednak potrzebne są takie „specjalne” modlitwy, czy nie wystarczy sama Msza św., która przecież jest dla nas źródłem wszystkich łask?

Jeżeli grupa ludzi gromadzi się na Eucharystii, aby modlić się o uwolnienie czy uzdrowienie, to Pan Jezus w takich wspólnotach działa w sposób szczególny. Jezus powiedział, że tam gdzie dwóch albo trzech gromadzi się na modlitwie, tam On jest pośrodku nich. Taką modlitwę często animują osoby, które posługują różnymi charyzmatami. Pan Jezus udziela tych charyzmatów dla dobra całej wspólnoty. Ponieważ Kościół jest wspólnotą, wspólnotą ludzi wierzących, są w tej wspólnocie osoby, które czują, że są bliżej Pana Boga i są osoby, które czują się trochę gorzej. A my, jako jedna rodzina Boża, jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. W Ewangelii czytamy, że często do Pana Jezusa przychodzili ludzie wstawiając się za swoimi bliskimi i Pan Jezus wysłuchiwał ich próśb. Na Mszę św. przychodzą osoby, które mają różną dojrzałość, są na różnym poziomie duchowym. Jeżeli trafią do jakiejś dobrej, zdrowej wspólnoty charyzmatycznej, to osoby z tej wspólnoty mogą im wskazać kierunek, będą im wypraszać potrzebne łaski. Zwłaszcza na początku życia duchowego wielu ludzi potrzebuje takiego wsparcia i ukierunkowania ze strony wspólnoty.

Pan Jezus uwalniał i uzdrawiał też osoby, które same Go o to prosiły…

Myślę, że nie możemy Pana Boga zamknąć w takich ramach, że Pan Bóg uzdrawia czy uwalnia tylko w grupach charyzmatycznych. Pan Bóg może uzdrawiać czy uwalniać człowieka, kiedy człowiek np. modli się sam na adoracji czy odmawia Różaniec. Pan Bóg jest wszechmogący, może działać jak chce i kiedy chce. Jeżeli człowiek doświadcza jakiegoś działania ze strony złego ducha, to uwolnienie jest mu potrzebne. A czy ktoś przyjdzie na modlitwę wstawienniczą, czy sam będzie się modlił do Pana Boga o uwolnienie, to już zależy od niego. Ja uważam, że nie warto przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę uważać tych modlitw za zupełnie niepotrzebnych, ani za niezbędnych, bez których sobie nie poradzimy.

Jak Ojciec odkrył w sobie charyzmat posługiwania modlitwą o uwolnienie?

W mojej poprzedniej parafii, w klasztorze we Włocławku, pełniłem także posługę egzorcysty. Część osób, które się do mnie zgłaszały, nie potrzebowało jednak egzorcyzmu, niektórzy doświadczali np. jakichś pokus. Podejmowałem wtedy za nich modlitwę o uwolnienie. Można więc powiedzieć, że moja posługa modlitwy o uwolnienie wynikła z tej posługi egzorcysty. Ale nie uważam siebie za jakiegoś charyzmatyka. Przede wszystkim jestem kapłanem, franciszkaninem. Staram się modlić i służyć ludziom tak, jak potrafię. Jeżeli Pan Bóg przez moją posługę komuś pomaga, to bardzo się z tego cieszę.

Czytaj dalej