II urodziny Portalu Profeto.pl założonego przez ks. Michała Olszewskiego SCJ

Już druga rocznica portalu Profeto.pl!

Drugi rok istnienia Sercańskiego Portalu Ewangelizacyjnego Profeto.pl przyjął formę uroczystych obchodów – świętujemy!

W poniedziałek, 17 listopada 2014 roku rozpoczynamy jubileusz konkursem „Ugryź torta”. Jego regulamin dla zainteresowanych (http://profeto.pl/artykuly,7781.html). We wtorek, 18 listopada w audycji z cyklu „Po prostu wierzyć” gośćmi Eweliny Zamojskiej w studiu Radia Profeto.pl (http://profeto.pl/radio) będą przedstawiciele zespołu redakcyjnego. Audycja rozpocznie się o godzinie 19.00. W środę, 19 listopada zobaczymy krótki film pt.: „Cyfry to nie wszystko”, będący relacją dotychczasowej pracy i osiągnięć zespołu.

 W czwartek, 20 listopada zamykamy uroczystość obchodów.  Na profilu Facebook-owym (http://facebook.com/profetopl) nastąpi ogłoszenie wyników  konkursu. Dla zwycięzców przewidziano wiele cennych nagród.

          Sądzimy, iż dla wszystkich, którzy będą śledzić przebieg programu, a więc dla naszych użytkowników, fanów, sympatyków, przyjaciół, te cztery dni będą okazją do wielu przeżyć i wzruszeń.

Dziękujemy Wam, że jesteście!

Bóg jest drogą wyjścia z nałogu

Chciałbym, żeby moje doświadczenie pomogło osobom, które mają problemy z alkoholem, osobom, które są alkoholikami, ale nie zdają sobie jeszcze z tego sprawy, oraz ich rodzinom i bliskim – bo to oni najbardziej cierpią i są największymi ofiarami tego nałogu. W moim życiu alkohol pojawił się bardzo wcześnie. Pierwszy raz spróbowałem piwa w wieku siedmiu, może ośmiu lat. Pamiętam, że byłem u sąsiadów i z wielkim zainteresowaniem przyglądałem się temu, co oni pili. Możliwe, że chciałem spróbować, więc mi pozwolono. Był to bardzo mały łyk, ale wystarczył, żebym pomyślał, że już nigdy czegoś tak paskudnego do ust nie wezmę. Jakże się wtedy myliłem…

Początki uzależnienia

Z czasem wspomnienie niesmacznego płynu zacierało się w mojej pamięci. Minęło kilka lat, poznałem nowych, dużo starszych ode mnie kolegów, którzy palili papierosy i pili alkohol. Było to normalne towarzystwo, ale już dorosłe. Stopniowo zacząłem oswajać się z alkoholem. Wypijałem jedno piwo, później dwa, po jakimś czasie zaczęły się eksperymenty z mocniejszymi trunkami. Na więcej można było sobie pozwolić podczas weekendu albo wyjazdu, bo wtedy nie było obawy, że rodzice coś wyczują albo zauważą. Lata studenckie to kolejny etap. No bo jak – niepijący student? Było dużo więcej okazji. Poznałem wielu nowych ludzi, chodziłem na kolejne imprezy, które nie mogły obejść się bez alkoholu. A mnie wystarczyło jedno piwo, żeby złapać „smaka” i szukać okazji do kontynuowania picia. Nawet gdybym musiał pić sam. Kiedy już miałem pracę, tym bardziej mogłem sobie pozwolić na częstsze picie. Dlaczego ktoś miałby mi mówić, co mam robić? Chcę się napić, to wypiję. Przecież nie jestem alkoholikiem! Czy moje picie można określić jako typowe? Były lata, gdy piłem regularnie w każdy weekend. Nie musiało się to kończyć pijatyką albo utratą świadomości, ale często nazajutrz czułem się wykończony. Być może to w jakiś sposób uchroniło mnie przed popadnięciem w jeszcze większe uzależnienie. Mój organizm bronił się w ten sposób przez alkoholem, a ja nie miałem ochoty sięgnąć po niego znowu. Ale potem to już mi nie przeszkadzało… Z niecierpliwością czekałem na kolejny weekend, bo wtedy mogłem się spokojnie napić. Był pretekst, by bronić się przed krytyką: przecież po ciężkim tygodniu miałem prawo do relaksu. Bardzo długo nie docierało do mnie, że mam problem.

 Zaprzeczanie

Myślałem sobie, że problem z alkoholem to ma pan, który stoi pod sklepem i prosi mnie o złotówkę na tanie wino albo ten, który pijany leży w krzakach. Oni to mają problem – a ja? Pracuję, stać mnie na dobre alkohole, a że zdarzy mi się przesadzić – komu się nie zdarza?

Rodzice pierwsi zauważyli, że dzieje się coś niedobrego. Dopiero teraz mogę przyznać im rację. Jak wiele ich przestróg było prawdziwych, jak wielu dobrych rad nie posłuchałem! Wtedy wydawało mi się, że przesadzają, a ja panuję nad sytuacją. Gdy rozmowy już nie pomagały, a oni zaczęli wyznaczać jakieś granice i kontrolować moje życie, byłem oburzony. Zacząłem tak pić, żeby nie byli w stanie się zorientować. Przez jakiś czas się udawało, ale kiedy przesadziłem, nie sposób było tego ukryć. Wyprowadziłem się od rodziców, gdy poznałem swoją przyszłą żonę. Mój problem przeniosłem do naszego związku. Narzeczona nie wiedziała, że byłem na takim etapie, kiedy alkohol jest najważniejszy. Wmawiałem jej, że nic złego się nie dzieje. Szybko jednak zorientowała się, jak duży mam problem. Długo nie chciałem o nim słyszeć, ale im częściej się upijałem i rano budziłem się z poczuciem wstydu, tym więcej o tym myślałem.

Staczanie

Pewnym przełomem było dla mnie przyjęcie informacji, że piję za dużo. Mam problem z alkoholem. Mam, ale nie jestem alkoholikiem. Tego słowa nawet nie chciałem słyszeć. Widziałem skutki, ale jeszcze nie widziałem przyczyny. Wydawało mi się, że mogę pić, ale muszę to robić z głową. Będę w stanie się kontrolować. Nie byłem. Cierpieli na tym moi bliscy. Ich najbardziej krzywdziłem, a sam czułem się ofiarą. Sądziłem, że piję, bo mam problemy, nikt mnie nie rozumie, jestem niesprawiedliwie oskarżany… A gdy było dobrze? Piłem, bo trzeba było oblać jakąś uroczystość, bo udało się coś pozytywnie załatwić, bo układało mi się w domu. Szatan jest mistrzem kłamstwa, a alkoholik to jego świetny uczeń. Pijacy są znakomitymi krętaczami i kombinatorami. Zawsze znajdowałem wytłumaczenie dla upicia się i powody do napicia. W końcu żona bała się wypuszczać mnie samego z domu, bo wiedziała, że mogę przy okazji się napić albo nawet wrócić pijany w nocy… Mogłem trzy dni nie pić, a czwartego zacząć znowu. Z czasem jednak doszło do tego, że piłem już codziennie. Gdy trzeźwiałem, pojawiały się wyrzuty sumienia, ale jak najszybciej starałem się je zapić. W pijackim świecie znów czułem się przez wszystkich krzywdzony i dlatego zmuszony do picia – inaczej przecież bym tego nie robił.

Podjęcie walki

Zaczął się trudny etap. Organizm zaczął odmawiać przyjmowania alkoholu. Żona skłoniła mnie, żebym poszedł do lekarza. Za pierwszym razem nie powiedziałem mu wszystkiego i wróciłem do picia. Podczas drugiej wizyty lekarz na moją prośbę skierował mnie na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. Znalezienie ośrodka wyłącznie dla alkoholików jest niezwykle trudne, czasem trzeba czekać na miejsce 6-12 miesięcy. W szpitalu psychiatrycznym odnalazłem normalność. Poznałem bardzo wartościowych i mądrych ludzi wśród personelu i pacjentów. Uświadomiłem sobie, że ja z moimi problemami jestem w stanie sobie poradzić, a wielu z nich nie ma na swoją chorobę najmniejszego wpływu. Spotkałem też kilku alkoholików. Rozmowy z nimi bardzo mi pomogły. Jeden z nich był w szpitalu już kolejny raz. Okazał się bardzo dobrym i życzliwym człowiekiem. Walczył z nałogiem, przegrywał, ale próbował dalej. Drugi nie pił już od kilkunastu lat. Opowiedział mi o swoim życiu, nałogu, o trzeźwości osiągniętej dzięki klubowi AA. Mówił mi, jak zachowywać się po wyjściu ze szpitala i jak nauczyć się żyć bez alkoholu. To odcięcie od świata było dla mnie zbawienne. Miałem bardzo dużo czasu, żeby przemyśleć swoją przeszłość i zastanowić się nad przyszłością. Zacząłem prostować wszystkie ścieżki mojego życia. Jakże wspaniale się czułem, kiedy nie musiałem kłamać.

 Powrót do Boga

W szpitalu pierwszy raz od wielu lat regularnie uczęszczałem na Msze św. w każdą niedzielę. Jak bowiem mogłem chodzić na Mszę św., kiedy dzień wcześniej upiłem się? Tłumaczyłem sobie, że przecież to byłoby nie w porządku iść do Domu Pana w takim stanie. Nie pomyślałem, że mógłbym w kolejną sobotę nie wypić i pójść do kościoła w stanie normalnym. Alkohol siał największe spustoszenie duchowe w moim życiu, choć oddalałem się od Boga nie tylko z jego powodu. Oczekiwałem cudu, który odmieni moje życie. Wyobrażałem sobie, że jeśli Pan zechce mi pomóc, zrobi to w sposób spektakularny. A jak nie – to znaczy, że nie chce mnie ocalić. Podobnie jak nie widziałem osób, które próbowały mi pomóc, tak też nie chciałem widzieć, że to Bóg te osoby stawia na mojej drodze. Bóg chciał mnie chyba jeszcze bardziej doświadczyć. W szpitalu był starszy pan, zatwardziały antyklerykał, który obrażał katolików i wyśmiewał się z tych, którzy chodzą do kościoła. Uznał, że jestem księdzem. Odebrałem to jako komplement i wdawałem się z nim czasem w polemikę. Nie było jednak za dużego pola do dyskusji, bo on nie przyjmował żadnych argumentów. Któregoś dnia, w połowie mojego pobytu w szpitalu, gdy byłem przekonany, że ze mną już wszystko dobrze, nie miałem ochoty iść na Mszę. Spotkałem tego starszego pana, który używając niewybrednych słów, spytał, czy idę do kościoła. Tym samym zrobił coś niezwykłego: zmobilizował mnie do uczestniczenia we Mszy. Jakby tego było mało, kapłan w tym właśnie dniu przekonywał, żebyśmy nie wstydzili się, że jesteśmy chrześcijanami i swoich zachowaniem zaświadczali o miłości Bożej.

 Początek trzeźwości

Kiedy byłem w szpitalu, nastąpił kolejny i najważniejszy przełom. Już zanim tam trafiłem, uznałem, że mam problem i tłumaczyłem sobie, że nie mogę pić. Ten sposób nie był jednak dobry, bo wystarczyło, żeby coś poszło nie tak i ten „autozakaz” przestawał obowiązywać. Nie miałem motywacji, żeby nie pić. Co więcej, jeżeli obiecałem jakiejś osobie, że nie wypiję, a ona mnie zdenerwowała (nieważne czy obiektywnie miałem rację, czy nie), traktowałem to jak powód do napicia się – bo dlaczego miałem być w porządku wobec tego kogoś? Moja przemiana, w wyniku której od kilku miesięcy nie piję alkoholu, polega na zrozumieniu, że ja nie chcę pić. Teraz wydaje mi się to takie proste, ale droga, która do tego doprowadziła, trwała bardzo wiele lat. Gdybym słuchał Boga, bliskich i innych osób życzliwych, to może ten proces byłby dużo krótszy. Jestem na początku drogi do normalnego życia. Moi najbliżsi mają do mnie coraz więcej zaufania, ale może będzie trzeba jeszcze wielu miesięcy albo lat, by w pełni mi zaufali i mogli być spokojni. Jestem im bardzo wdzięczny, bo to oni byli przy mnie cały czas, takżew tych najgorszych momentach, i uratowali mnie ze szponów nałogu. Bóg przez cały czas pomagał mi wstać, kiedy upadałem. Wysyłał do mnie osoby, które chciały mi pomóc. I w końcu osiągnął cel, mimo moich oporów. Dróg wyjścia z nałogu jest wiele, ale najpewniejsza jest przez Boga. I to On pomaga wytrwać w postanowieniach.

 Świadectwo Sławomira

 

Abstynencja za innych – naglące wyzwanie

Błogosławiony ksiądz Bronisław Markiewicz, wybitny apostoł trzeźwości, oraz św. Brat Albert pomoc zniewolonym przez nałogi uważali za najpilniejsze chrześcijańskie zadanie ratowania ich dla Boga, a abstynencję za formę zahamowania rozlewającej się na społeczeństwo zarazy nietrzeźwości i przyzwolenia na ten grzech. Także sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, twórca Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, miał doskonałe rozeznanie, iż w obszarze tzw. Grzechów narodowych toczy się poważna „walka duchowa” przeciw Zwierzchnościom i Władzom (por. Ef 6, 15) o miliony dusz. Pisał między innymi: Trzeba z zażenowaniem przyznać, iż dotąd w – skądinąd szlachetnych i z dobrych intencji płynących – wysiłkach podejmowanych w walce z alkoholizmem na gruncie naszego duszpasterstwa, stawaliśmy właściwie tylko na płaszczyźnie motywacji świeckiej, naukowej. Nie ukazaliśmy dotąd, że chodzi tu przecież o wybawienie człowieka w sensie biblijnym. Musimy stwierdzić, że nie położyliśmy dotąd naszej ufności w tych mocach wyzwalających, których może nam udzielić jedynie Chrystus przez swojego Ducha.

Abstynencja za innych – naglące wyzwanie

O zbawczej skuteczności ofiary za innych pisała większość mistyków. Święci przyjmowali identyczną jak Chrystus postawę miłości miłosiernej wobec ludzi zniszczonych przez zło grzechów „nałogowych” i dlatego byli gotowi przyjąć na siebie cierpienie tych ludzi, by w zamian Bóg obdarzył ich wolnością od zła i poczuciem, że są kochani przez Boga. Interpretacja nadprzyrodzona abstynencji jako ekspiacji za grzechy i ofiary składanej w intencji innych dla ich nawrócenia i uwolnienia z grzechów ma swe długie uzasadnienie już w zachętach samego Chrystusa, w przykładzie Jego życia danego „na okup za wielu”, jak również w nauce apostołów Pawła i Jana, którzy widzieli oczami wiary, iż powołaniem chrześcijańskim jest pomoc innym, by nie ustali w drodze do Nieba z powodu przyrodzonej słabości. Aż dziw bierze, iż do dziś w Polsce idea abstynencji „za innych” czy też innego rodzaju wyrzeczeń i ofiar składanych wraz z modlitwą przebłagania w intencji uwolnienia i zbawienia ludzi zniewolonych nałogami jest praktycznie nieznana. Poza kręgiem Ruchu Światło-Życie i nielicznymi grupami trzeźwościowymi o abstynencji mówi się jedynie w sensie trzeźwości alkoholików. Można przypuszczać, iż jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest dominacja religijności rytualistycznej i egocentrycznej, w której osłabione jest poczucie odpowiedzialności za innych i brak świadomości tego, iż w Duchu Świętym jesteśmy jakby naczyniem połączonym. W Duchu Świętym nasza ofiara złączona z ofiarą zbawczą Chrystusa przynosi owoce przemiany i zbawienia osobom, za które się modlimy. Z ideą ekspiacji łączy się też intencja wysługiwania różnych łask.

Miłosierdzie i wyzwolenie

Drugą przyczyną braku podejmowania „abstynencji za innych” jest niezrozumienie idei Miłosierdzia Bożego, które oznacza nade wszystko zastępstwo. Chrystus widząc ludzkość miotającą się w lochach niewoli grzechu, Szatana i śmierci, przyjął na siebie zadanie wyzwolenia człowieka w… jego zastępstwie, wchodząc w sam środek zła i zniewolenia ludzi. Dziś niestety dla świata mediów niekatolickich grzech konkretnych ludzi stanowi najwyżej rodzaj sensacji, a i katolicy widząc we własnych szeregach panoszący się grzech, najczęściej upatrują we władzy sądowniczej i kodeksie karnym jedyny środek zahamowania zła. Thomas Merton pisał o tym, że Szatan nie boi się tych, którzy mówią o grzechu; jemu zależy bardziej na tym, by było to głoszone w jemu właściwy sposób. Istotnie, powątpiewanie w Miłosierdzie Boże i poczucie bezradności u ludzi tkwiących w zniewoleniu bierze się niejednokrotnie z faktu, że w otoczeniu chrześcijańskim wielu przyjmuje postawę jeśli nie potępienia i pogardy, to przynajmniej obojętności zamiast ofiary w intencji wyzwolenia i nawrócenia tych ludzi z sytuacji, z której sami nie będą w stanie się podnieść. A przecież Chrystus założył Kościół po to, aby w nim dokonywał się proces wyzwalania z grzechów i przemiany grzeszników w świętych.

Jak mówić o ofierze ekspiacyjnej?

Niemniej warto przypomnieć, że chrześcijańska idea ekspiacji nie oznacza tego samego, co dla religii niechrześcijańskich przebłaganie bóstw gniewających się i karzących człowieka za jego występki. W osobie Chrystusa, swego Syna, Bóg objawił swoje bezgraniczne miłosierdzie, wyzwalając nas z tego, co oddzielało od Niego i wiecznego życia. Prawda Ewangelii jest pewna: Chrystus nigdy nie porzuca człowieka grzesznego i nigdy nie pochwala grzechu, który jest zgubą dla człowieka jako dziecka Bożego. Mamy prawo uświadamiać ludziom grzech jedynie wówczas, kiedy będziemy to mówić w kontekście tej miłości, którą Bóg ma do człowieka. Ta świadomość jest fundamentalna dla chrześcijaństwa od 2000 lat, dlatego pragnienie Chrystusa, aby nikt nie zginął, staje się pragnieniem świętych, którzy także zdolni są oddać życie za zbawienie drugich (J. Gogola OCD). Mamy prawo do tego, by wierzyć, iż tam, gdzie wzmógł się grzech, jeszcze intensywniej działa Chrystus przez Ducha Świętego. Dlatego ofiara dobrowolnej abstynencji za drugich, w połączeniu z modlitwą przebłagalną, jest znakiem solidarności wyznawców Chrystusa ze swoim Panem i z braćmi potrzebującymi pomocy.

Kto jest szczególnie zobowiązany do abstynencji ekspiacyjnej?

Pisarz katolicki Jan Dobraczyński uważał, iż rozpicie się społeczeństwa polskiego stworzyło stan wyjątkowy i dlatego powrót do umiarkowania może nastąpić tylko za pomocą środka wyjątkowego, jakim jest zgromadzenie znacznej grupy ludzi deklarujących się jako zdecydowani abstynenci. Potrzebni są ludzie, którzy będą gotowi ponieść ofiarę po to, by przełamać nie tylko pijackie nawyki, ale również przekonanie, iż nie można spędzić dobrze czasu z innymi bez alkoholu. Ks. prof. Stanisław Witek twierdził, że każdy naród ma swój etos, czyli zbiór niepisanych zasad postępowania, wśród których jest katalog cnót i wartości. W polskim etosie istnieje pewien rodzaj fałszu etycznego, gdyż niektóre wady uchodzą za cnoty. Uważa się m.in. za cnotę picie alkoholu na sposób pijacki: „by zaszumiało”, „by pokazać, że się jest mężczyzną”. Wobec owego kataklizmu etycznego i moralnego potrzeba, by chrześcijanie wczuli się w cierpienie Serca Jezusowego, które boleje z powodu całej masy grzechów i dramatów ludzkich spowodowanych alkoholizmem i pijaństwem, a zwłaszcza ich częstą konsekwencją, jaką jest odejście od Boga. We wszystkich rodzinach, gdzie istnieje problem jakiegoś zniewolenia, powinna być przynajmniej jedna osoba, która swoją miłość i wiarę wyraża w postawie pokuty i ofiary abstynencji połączonej z modlitwą przebłagalną. Podobnie ktoś, komu zdarzyło się upić kilkakrotnie w życiu, powinien Panu powierzyć siebie, podejmując abstynencję na całe życie, ze świadomością, iż jest to jego słaba sfera, nad którą nie zapanuje bez pomocy Bożej. Każdy z nas jest powołany do tego, by w imię Chrystusa nieść brzemiona innych, i by stać się orędownikiem nawrócenia ludzi, którzy potrzebują miłosierdzia. Każdy z nas jest słaby i żyje z łaski Bożego Miłosierdzia.

 Proroctwo dla Polski

Bóg posyła proroków również dzisiaj. Po Soborze Watykańskim II powstało wiele programów ewangelizacji świata i odnowy Kościoła, ale nikt w sposób tak trafny, jak ks. Franciszek Blachnicki, nie połączył dalekosiężnej wizji ewangelizacyjnej, odnowy liturgii oraz teologicznej koncepcji wyzwolenia człowieka z życiem codziennym rodzin katolickich w Polsce. Nikt nie potrafił, tak jak on, ukazać teoretycznie i praktycznie w duszpasterstwie, że zbawienie dzieje się tu i teraz… w Polsce. W tamtym czasie, gdy większość widziała tylko wroga zewnętrznego w systemie komunistycznym i zagrożenie stamtąd płynące, sługa Boży zwracał uwagę, że potop grzechu pijaństwa jest stokroć gorszy od potopu szwedzkiego, dlatego że w nim tkwi przede wszystkim zagrożenie nadprzyrodzonej godności człowieka jako dziecka Bożego. Jako kapłan obdarzony darem prorockim upominał: Alkohol to wielki sprzymierzeniec szatana w walce o dusze ludzkie. (…) Jest czynnikiem rozbudzającym skłonności złe w człowieku a niszczącym odruchy szlachetne i dobre. W walce z pijaństwem nie możemy zwyciężać bez łaski Bożej. Łaska Boża decyduje o każdym zwycięstwie – jakie odnosimy w swej duszy nad złem. Nie w alkoholu widział problem, ale w zwyczaju picia alkoholu przy każdej okazji i w jakimś szatańskim systemie stosowania przymusu do złego. Z tego też powodu osoby podejmujące ofiarę abstynencji za innych (określenie ks. Blachnickiego) zobowiązane były do tego, by nigdy nie proponować, nie częstować i nie kupować alkoholu; nie tylko nie pić. Abstynencja podejmowana przez ludzi trzeźwych to sedno Krucjaty Wyzwolenia Człowieka szerzonej do dziś przez Ruch Światło-Życie. Ofiara podejmowana dobrowolnie w jedności z Chrystusem, jako wyraz miłości, niesie skutki zbawcze ludziom zniewolonym Czytaj dalej

Licheń 23 sierpnia 2014 Transmisja Na żywo – Słowo stało się Ciałem – o.John Bashobora

9.00 rozpoczęcie i różaniec
9.30 uwielbienie
10.00 I konferencja
11.30 adoracja Najświętszego Sakramentu
12.00 II konferencja
13.30 przerwa obiadowa
15.00 adoracja Najświętszego Sakramentu i Koronka do Bożego Miłosierdzia
15.30 III konferencja
17.00 przygotowanie do Eucharystii
17.30 Eucharystia – przewodniczy Bp Wiesław Mering
modlitwa o uzdrowienie – ks. John Bashobora
20.30 zakończenie
www.dobremedia.org

Miesięcznik Egzorcysta – „Od nałogu do wolności”

Polscy biskupi pod koniec lipca przestrzegali przed skutkami nadużywania alkoholu i apelowali o trzeźwość. W sierpniowym numerze Miesięcznika Egzorcystę podejmujemy ten temat i wskazujemy drogę od nałogu do wolności. Na mityngach Anonimowych Alkoholików odmawiana jest następująca modlitwa: Boże, użycz mi pogody ducha, Abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego. Żyjąc w teraźniejszości, Ciesząc się bieżącą chwilą, Przyjmując przeciwności jako drogę do pokoju, Biorąc ten grzeszny świat takim, jaki jest – jak to czynił Jezus, A nie takim, jaki chciałbym mieć, Ufając, że on uczyni wszystko dobrym, jeżeli poddam się jego woli. I że mogę być szczęśliwy, w pewnym stopniu już w tym życiu, A w pełni razem z nim w wieczności.

 Do tej myśli odwołuje się też Artur Winiarczyk redaktor naczelny Miesięcznika Egzorcysta: Świadomość kruchości i grzeszności powinna być podparta nadzieją płynącą z góry, że Bóg stwarzając człowieka o takiej, a nie innej kondycji, ma dla niego pozytywny plan. Do nas zaś należy odczytać go i dobrze wypełnić… W 24 numerze Miesięcznika Egzorcysta mamy dwa świadectwa alkoholików, kobiety i mężczyzny. Aldona opowiada o swojej skomplikowanej drodze do trzeźwości i sytuacjach, w których jedynym ratunkiem był różaniec i pomoc Boża. To utwierdziło ją w przekonaniu, że bez świadomości nie może nastąpić rozwój duchowy.  W świadectwie Sławomira widać, jak wielkie znaczenie w jego życiu miał kontakt z alkoholem we wczesnych latach młodości. Obok niego jednak cały czas byli bliscy, którzy zajmowali się nim i Ktoś jeszcze:  Bóg przez cały czas pomagał mi wstać, kiedy upadałem. Wysyłał do mnie osoby, które chciały mi pomóc. I w końcu osiągnął cel, mimo moich oporów. Dróg wyjścia z nałogu jest wiele, ale najpewniejsza jest przez Boga. I to On pomaga wytrwać w postanowieniach.

Biskup Antoni Długosz opowiada o Wspólnocie, która niesie nadzieję: Każde rozpoczęcie walki z uzależnieniem zależy przede wszystkim od woli osoby uzależnionej. Jednak nie można nigdy całkowicie wyleczyć się z uzależnienia. Świadectwa innych osób oraz więź z nimi sprawiają, że człowiek zauważa, że nie jest sam z problemem i dodają mu sił do pracy nad sobą. W Polsce odbywa się ponad 1200 mityngów, więc nikt nie musi zostać bez pomocy. Praktyczne wskazówki znajdziemy w materiale Rafała Porzezińskiego 12 kroków do wolności. Z artykułu dowiemy się też, w jakich okolicznościach powstała pierwsza na świecie grupa Anonimowych Alkoholików oraz dlaczego marsz trzeźwościowy trwa całe życie, pozwalając wejść w całkowitą wolność. Ks. Wojciech Ignasiak w rozmowie z redakcją miesięcznika mówi o metodach uwalnia z nałogu, które stosował z ks. Blachnicki. Błogosławiony ksiądz Bronisław Markiewicz, wybitny apostoł trzeźwości, oraz św. Brat Albert pomoc zniewolonym przez nałogi uważali za najpilniejsze chrześcijańskie zadanie ratowania ich dla Boga, a abstynencję za formę zahamowania rozlewającej się na społeczeństwo zarazy nietrzeźwości i przyzwolenia na ten grzech. – pisze ksiądz prof. Krzysztof Guzowski w artykule Trzeźwość – ekspiacja i ratunek dla zniewolonych.

Może dla niektórych pomocna będzie modlitwa Jezusowa, o której czytamy w artykule dr Małgorzaty Nieszczerzewskiej. Modlitwa Jezusowa, która prowadzi nas z Duchem Świętym przez Syna Bożego ku Ojcu, towarzyszyła mnichom w ich zmaganiach duchowych, tak i dziś może  ona na naszej pustyni duchowej ułatwić nawiązywanie relacji z Bogiem osobowym. Poza tym w numerze jeszcze: Dr Wincenty Łaszewski przedstawia przygody rycerza Dom Fuasa Roupinho z Nazaré i Pani, która go uratowała; O kryzysie duchowym i doświadczaniu interwencji Boga pisze ks. prof. Marek Chmielewski; Historię zbawienia w dwóch słowach znajdziemy w artykule Juliusza Gałkowskiego; Miesięcznik Egzorcysta odpowiada na  pytanie Czytelnika: Czy demony widziały Boga?; Redakcyjna relacja z Biłgoraja i festiwalu piosenki chrześcijańskiej SOLI DEO; Druga część z cyklu Podstawy wewnętrznego uwolnienia.

 Miesięcznik Egzorcysta sprzedawany jest m. in. w salonach prasowych i Empik-u oraz w dobrych księgarniach. Wydawca zapewnia również możliwość korzystania z prenumeraty krajowej lub zagranicznej. Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej Miesięcznika Egzorcysta. Zachęcamy również do obserwowania nas na Facebooku i Twitterze. Zapraszamy do lektury wydania papierowego oraz cyfrowego (numery archiwalne będą systematycznie uzupełniane).